PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
2 (10)/2003
ISSN 1642-0853

Aspekty zdrowotne jazdy na rowerze


Rower jest w powszechnym mniemaniu czynnikiem nieprzeciętnie dewaluującym zasoby sił ludzkich. Człowieka jadącego na rowerze uważa się za uosobienie nadzwyczajnej kondycji i okaz zdrowia. Winietą jest więc zdrowie pozwalające cykliście na swobodne radzenie sobie z rowerowymi piekielnościami i demonstrowanie otoczeniu zaskakujących możliwości. W rzeczywistości zadziwiające osiągi kolarskie nie zależą jedynie od zdrowia, ale - tak jak to się dzieje z wieloma umiejętnościami - są wynikiem uciążliwej pracy nad sobą. Utrwalenie kondycji i poprawienie zdrowia uzyskuje każdy przeciętnie zdrowy człowiek dzięki poprawnie aplikowanemu trudowi jazdy na rowerze. Te faktyczne możliwości zaćmiewa bajka o uciążliwościach jazdy rowerowej, która rodzi się nagminnie w społeczeństwie rozleniwianym innymi, łatwo dostępnymi sposobami, znakomicie zaspokajającymi ludzką próżność, choć w istocie tylko z pozoru poprawiającymi nasze zdrowie.

Praktyka uczy nas, że tworzące organizm ludzki mięśnie, aby móc się rozwijać, potrzebują ciągłego dozowania ruchu. Ruch w rozumieniu ogólnym to przemieszczanie się. Rower ma więc charakter protezy, która to w naturalny sposób znakomicie ułatwia; przy czym nie wypacza warunków środowiska, lecz w sposób bezkolizyjny się w nie wtapia. Tak jak każda proteza, rower wymaga odpowiedniego przystosowania organizmu do wprowadzanych przez nią uciążliwości oraz umiejętności jej wykorzystania. Odbywa się to wszystko nie bez konieczności pokonywania początkowych trudności. Ci, którzy mimo trudności wytrwają, stają się szybko zapaleńcami, wysoko ceniącymi ujawniane aspekty zdrowotne roweru. Oświeceni tymi potrzebami systematycznie dążą do rozprawiania się z wyrastającymi kłopotami. To, co czasem wydaje się trudne, z biegiem lat, przy dobrych chęciach nabiera innych rumieńców. Człowiek ma taką właściwość, że zawsze przystosowuje się do narzucanych warunków bytowania. Trzeba tylko pamiętać, aby warunki nie były za wysokie. Z czasem muszą one też być stale weryfikowane, aby, pobudzając aktywność, nie niszczyły naszych zasobów rekreacyjnych. Ruszać się na miarę swoich sił koniecznie trzeba. Trudności nie powinny być niczym wobec świadomości potrzeby chwili. Szczególnie w dobie, kiedy wysiłek fizyczny staje się coraz mniej powszechnie akceptowany, kiedy maszyny-roboty pracują za nasze mięśnie, a komputery zastępują nasze myślenie, wymóg fizycznego zmęczenia w naturalnych warunkach będzie nieodzowną potrzebą. Pracę mięśni i działalność mózgu najlepiej rozwija jazda rowerowa. Należy więc stać się hobbystą roweru, aby długo utrzymać dobre zdrowie.

Moje hobby narastało nieprzerwanie od roku 1963. Przełomowym momentem było kupienie synowi młodzieżowego bicykla. Zadziałała wówczas prosta chęć przypomnienia sobie zakodowanej we mnie radości z miłych kolarskich przejażdżek młodzieńczego wieku. Zaraz też zrodziła się potrzeba posiadania własnego roweru. Pierwsze większe wypady i wyraźne objawy poprawienia zdrowia zrobiły swoje.

Dziś, po latach, kiedy patrzę wstecz, świetnie widzę dobroczynność przemiany dokonanej w 38. roku życia. Swego czasu namawiałem do tego odważnego czynu wielu kolegów. Ci, którzy mnie posłuchali, szczycą się mimo podeszłego wieku swoimi kolarskimi osiągnięciami i dobrym zdrowiem. Wszyscy zaś, którzy wykpili się powiedzeniem, że dobiją do mnie po przejściu na emeryturę, nie tylko że tego nie zrobili, lecz przedwcześnie zmarli na zawały i inne choroby, a jeżeli żyją, są dziś ludźmi sromotnie poskręcanymi i schorowanymi.

Doświadczenia lat wyniosły mnie na płaszczyznę, na której zdrowotne działania roweru są aż nadto widoczne. Są to choroby kręgosłupa, wieńcówka i zmęczenie umysłowe, w tym lżejsze rodzaje depresji psychicznej. Potwierdzenie tych wniosków przedstawię na trzech spotkanych w swojej praktyce przypadkach.