PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
2 (10)/2003
ISSN 1642-0853

Ponad 20 lat wcześniej


Z chwilą przyznania Moskwie organizacji XXII letnich Igrzysk Olimpijskich zrodziła się we mnie myśl, aby tam pojechać. Po pewnym czasie przez magazyn turystyczny "TURIST" nawiązałem korespondencję z człowiekiem o podobnych zainteresowaniach. Mój poznany tą drogą przyjaciel mieszka w Moskwie i ma na imię Aleksy. Pracuje w jednej z redakcji. Po dłuższej korespondencji postanowiliśmy się odwiedzić.

Aleksy wysłał mi zaproszenie z równoczesnym zaproszeniem do uczestnictwa w rajdzie po cetralnej Rosji, na trasie Moskwa - Kaługa - Riazań - (wzdłuż rzeki Oki) - Moskwa, w dniach 1-3 maja 1980 r. Trasa była bardzo interesująca, związana z losami i śladami Polaków, więc bliska mojemu sercu.

Najpierw było 20 godzin jazdy pociągiem i wreszcie stacja docelowa - Dworzec Białoruski w Moskwie. Tutaj zaś nastąpiła chwila oczekiwania i niepewności, czy wyjdzie mi ktoś na spotkanie - z rozpoznaniem przyjaciela będą trudności, bo nawet zdjęcia nie zabrałem. Po chwili podchodzi do mnie wysoki mężczyzna i pyta: To wy Michał? W tym momencie odczułem prawdziwą ulgę. Przywitaliśmy się po słowiańsku, następnie metrem udaliśmy się do jego domu w dzielnicy Pierowo.

Po południu Aleksy zaproponował, abym sam udał się na Plac Czerwony. Dał mi do ręki klucz od mieszkania oraz plan miasta i dodał: Sprawdzę Cię, coś za turysta. Wyszedłem na ulicę z mieszanymi uczuciami, przecież to ośmiomilionowa metropolia. Uniosła mnie ambicja, udałem się na Plac Nogina metrem, z którego już pieszo poszedłem na Plac Czerwony i do Mauzoleum Lenina. Znalazłem się nagle między dziesiątkami turystów z całego świata, spędziłem tam i w pobliżu ponad dwie godziny, oglądając i podziwiając wspaniałe zabytki oraz zmianę warty honorowej przy mauzoleum. Odchodząc, zrobiłem sobie zdjęcie na pamiątkę. Wiele zabytków zadziwia człowieka, ale Sobór Pokrowskij wykonany na polecenie cara Iwana Groźnego oszałamia. Wracałem zadowolony z pierwszego dnia.

Drugiego dnia zaś, tj. 29 kwietnia, przez 1,5 godz. wzdłuż muru kremlowskiego stałem w kolejce do Mauzoleum Lenina, w którym spoczywają prochy wybitnych działaczy i obywateli radzieckich. Potem udałem się na Kreml, gdzie w grupie zwiedzaliśmy zbrojownie, Sobór Uspieński, Archangielski, Błagowieszczański. To wszystko jest wspaniałe. Wszędzie widać już było emblematy olimpiady, popularny "Miś" na każdym kroku. Każdy, z kim rozmawiałem, pragnął, aby Olimpiada '80 była najwspanialsza. Zwiedzanie Kremla zabrało cały dzień.

Następnego dnia udałem się do Muzeum Panorama Borodińska, gdzie na 115 m płótna znajduje się wspaniały obraz przedstawiający bitwę w 1812 r. pod wsią Borodino. Obok jest muzeum Kutuzowa, w tym miejscu Kutuzow powziął decyzję o oddaniu Moskwy Francuzom bez walki w celu ratowania wojska. Na prospekcie Kutuzowa stoi Brama Triumfalna zbudowana na cześć zwycięstwa wojsk rosyjskich nad wojskiem Napoleona. Dookoła widać pełno flag, bowiem następny dzień to 1 maja.

Rano wcześnie wstaliśmy i pojechaliśmy rowerami na Plac Czerwony. Staliśmy obok GUM-u i czekaliśmy, ludzi bardzo dużo. O godz. 10 przybyli przywódcy KPZR, raporty, powitania i uroczystość rozpoczęła się. Manifestacja zrobiła na mnie duże wrażenie. Po godzinie odjechaliśmy na Prospekt Komsomolski w kierunku Obnińska. Przybyliśmy na godz. 19, byli już pozostali uczestnicy rajdu. Rozbiliśmy namioty, rozpaliliśmy ognisko i rozpoczęliśmy gotowanie, siadając dookoła ogniska. Nie znaliśmy się, każdy przyjechał z innej republiki, było nas 12 osób, inni nie przyjechali z różnych powodów.

Alek jako kierownik grupy zaproponował przedstawienie się i zaczął od siebie. Życiorys oraz sukcesy i niepowodzenia w turystyce. Byłem ostatni do prezentacji i nagle poczułem się nieswojo. Moi przedmówcy wszyscy po wyższych uczelniach... Zacząłem jednak powoli, na szczęście zrobiło się ciemno i nie widać było mojego skrępowania. Kiedy skończyłem, zadano mi najwięcej pytań. Byłem jedynym obcokrajowcem. Na drugi dzień byliśmy już wszyscy kolegami.

Po śniadaniu zwinęliśmy obóz i pojechaliśmy do Kaługi, gdzie zwiedziliśmy Muzeum Kosmonautyki ZSRR. To tutaj zawarta jest cała historia kosmonautyki radzieckiej. Od makiet pierwszych rakiet aż po ostatnie osiągnięcie w postaci Sojuz-Apollo. Tutaj przyjeżdżają wszyscy kosmonauci radzieccy. Po dwóch godzinach z przewodnikiem poszliśmy do parku obok, w którym znajduje się grób-pomnik ojca kosmonautyki, Konstantego Ciołkowskiego. Potem odwiedziliśmy dom, w którym mieszkał Ciołkowski, z widokiem na rzekę Okę. Wszędzie robiliśmy zdjęcia.

Po spóźnionym obiedzie, gdy się formułowaliśmy do odjazdu, nagle podszedł do mnie starszy mężczyzna i zapytał: Ty też tu przyjechałeś? Odpowiedziałem bez namysłu, że tak. Po chwili ów człowiek znowu zapytał: Co w domu? Zorientowałem się, że wziął mnie za kogoś innego. Odpowiedziałem więc: Przepraszam, ale Wy mnie pomyliliście z kimś innym. Pozostali wybuchnęli smiechem, a ów człowiek dodał: Jak zwykle żartujesz. W końcu obaj zaczeliśmy się śmiać. Odjechaliśmy w kierunku Tarusy, przed którą rozbiliśmy obóz. Ognisko, kolacja i ciąg dalszy opowiadań, każdy musiał opowiedzieć coś wesołego, było dużo śmiechu. Rano 3 maja pojechaliśmy do Tarusy, znaleźliśmy grób pisarza Konstantego Paustowskiego, obejrzeliśmy groby artystów - malarzy Watagina i Musatowa. Wracając ulicą Proletariacką, przy której ostatni dom po lewej to dom Paustowskiego, zatrzymaliśmy się przy jego bramie. Napis świadczy, że mieszka tu ktoś obcy. Wyszli sąsiedzi. Spędziliśmy z nimi czas na rozmowie o pisarzu, którego znali i któremu miasteczko dużo zawdzięcza.

Pojechaliśmy na obiad, a potem udaliśmy się na przystań, aby przeprawić się na drugą stronę Oki. Tutaj zaś mieliśmy niespodziankę: było święto i trudno nam było z kimś dojść do porozumienia. Znaleźliśmy dziadka, który obiecał nam pomóc. W końcu po trzech godzinach przypłynęła motorówka i przetransportowała nas na drugi brzeg. Byliśmy uradowani. Pojechaliśmy do wsi Polenowo, droga była polna, fatalna. Nocleg mieliśmy pod lasem, spaliśmy długo.

4 maja o godzinie 10 udaliśmy się do Muzeum Wasyla Polenowa, w którym znajdują się obrazy artysty,obrazy jego przyjaciół malarzy i inne pamiątki. Bardzo bogate muzeum na wsi, aż trudno uwierzyć. Później pojechaliśmy w kierunku Kaszira. Po drodze uświadomiłem sobie, że mijam typowy rosyjski krajobraz, brzozy, ludzie nas pozdrawiający. Droga była gruntowa, zaczął też padać deszcz. Wieczorem zatrzymaliśmy się pod wsią Pustyń. Kolega - Raik Tatar - przyniósł wodę i powiedział, że gospodarz zaprosił nas na nocleg. W domu gospodyni ugotowała dla nas gorący posiłek, który wspólnie zjedliśmy, był i trunek na stole..., ale tak przemokniętym nie zaszkodził.

Rano wyruszyliśmy dalej. Gospodarzy już nie było, poszli do pracy. Pojechaliśmy w kierunku Zajarska, z daleka można było oglądać kopuły Kremla, olbrzymią budowlę, na której widać zniszczenia, czas zrobił swoje. Wyruszyliśmy w kierunku Riazania, serce zaczęło bić mocniej na ten widok... Ile to wspomnień, refleksji niejednemu się nasuwa. Nocowaliśmy pod miastem, a rankiem udaliśmy się do miasta, pod pomnik upamiętniający miejsce, gdzie formowało się wojsko polskie w czasie II wojny światowej. Jeden z najciekawszych zabytków Riazania to Kreml z XVIII w., starannie utrzymany, godny zwiedzenia i pięknie wkomponowany w krajobraz tego miasta.

Po obiedzie pojechaliśmy w kierunku Kołomy, trasa była piękna i chęć do jazdy duża. Przed miastem wspaniały widok, rzeka Moskwa łączy się tu z Oką. Miasto jest stare i znane, stanowiło w przeszłości fortecę w obronie Moskwy przed Tatarami. Zameldowaliśmy się w klubie turystów, tutaj też kolega Siergiej z Rygi dowiedział się o śmierci mamy. Zdążyłem się z nim już zaprzyjaźnić, postanowiliśmy we trójkę z Aleksym wrócić do Moskwy pociągiem. Przyjechaliśmy na dworzec Riazański, do domu było bardzo blisko. Wcześnie rano Siergiej poleciał do Rygi samolotem, zapraszając, abym przyjechał do niego w przyszłym roku.

Zostały mi jeszcze dwa dni pobytu, pojechałem więc do Ostankino na wieżę telewizyjną. Obok znajduje się Wystawa Osiągnięć Gospodarki ZSRR, którą też zwiedziłem. W drodze powrotnej wszedłem do metra, wrzuciłem 5 kopiejek i nagle przejście przede mną zatrzasnęło się. W tym momencie byłem zdezorientowany, nie wiedziałem co się stało. Okazało się, że pomyliłem wejścia. Idący za mną człowiek pomógł mi wyjść z opresji.

W domu Aleksego zacząłem przeglądać jego bibliotekę, wśród wielu książek znalazłem dużo polskich. Spytałem, skąd taki sentyment do Polski. Wyjaśnił, że pradziadek był Polakiem, a w jego żyłach płynie polska krew.

Przez ostatnie dwa dni zwiedzałem Moskwę, cmentarz Nowodziewiczy oraz stadion Łużniki, na którym trwały ćwiczenia młodzieży. Pełno było emblematów olimpijskich.

9 maja to był mój dzień odjazdu. Było święto, a na ulicach bardzo wielu weteranów II wojny światowej. Stolica miała odświętny wygląd, flagi państwowe i olimpijskie na przemian. Jeszcze w wielu miejscach nie byłem, postanowiłem więc przyjechać tu ponownie. Wsiadłem do wagonu... ostatnie pożegnania i pociąg ruszył w kierunku Warszawy.

Michał Raczyński

Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk, Dariusz Mariusz Zając, Korekta: Elżbieta Matusiak-Gordon
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT