PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik 1-2 (18-19)/2005
ISSN 1642-0853

Wacław Jakubowski - działacz niezwykły (1954-2005)


W sobotnie popołudnie 23 kwietnia 2005 r. najpierw podczas mszy żałobnej w kościele garnizonowym, a nieco później na cmentarzu Marynarki Wojennej na oksywskim płaskowyżu pożegnaliśmy jednego z największych działaczy turystycznych kmdra ppor. Wacława Jakubowskiego.

Już na początku swej służby w Marynarce Wojennej, 25 lat temu, pojawił się w siedzibie marynarskiego oddziału PTTK, w Klubie Marynarki Wojennej w Gdyni, przy najkrótszej ulicy tego miasta (Zawiszy Czarnego 1), dochodzącej do żółtych piasków śródmiejskiej plaży. Tak zaczęła się nasza długa i owocna, choć nieraz nieco chropowata znajomość.

Wsłuchując się w słowa, które w długiej homilii wygłosił do zebranych w oksywskiej świątyni obrońców morskich granic, dobrze znający Go ksiądz kapelan kmdr por. Wacław Stępień, przebiegałem i ja w myśli tysiące słów, rozmów, spotkań, które zachowały się w mej pamięci.

Dorosłe życie wypełniły Wacławowi zdarzenia zwykłe i niezwykłe. Nie tak dawno, podczas jednej z ostatnich rozmów (kiedy dzielnie opierał się nieuleczalnej chorobie) zwierzył mi się z tajemnicy swego twórczego i pracowitego życia. By podołać rozlicznym zadaniom, przychodził do pracy jako jeden z pierwszych, a wychodził nierzadko jako ostatni. W tym nie ma w zasadzie nic niezwykłego. Jednak dzięki temu w ciągu dnia był dla ludzi i do ich dyspozycji. To też zdaje się być normalne. Swą pracę myślową, koncepcję dokumentów, pomysły imprez przelewał na papier lub za pomocą klawiatury domowego komputera na dyskietki i płytki. W ten sposób potrafił wypełniać czas przez wiele dni w roku. Tak ułożony dzień pozwalał Mu pracować, odpoczywać, służyć wszystkim, którzy tego od Niego oczekiwali.

Na co dzień bardzo zasadniczy i jakby mało wrażliwy, dopiero po dłuższym poznaniu stawał się intrygującym partnerem w rozmowie. Niełatwo było zjednać w Nim poklask, uznanie czy pochwałę. Był krytyczny wobec siebie i innych, bez odrobiny dyplomacji. Surowy wobec tych, którzy w łatwy sposób usiłowali błysnąć lub zaimponować. Rozumiał i brał życie tak, jak ono wygląda z całą bezwzględnością i brutalnością. W mojej ocenie był to człowiek niespokojny i niepokorny. Zjednywał sobie jednak sympatię pracowitością i rzetelnością, bezpośrednim i prostolinijnym postępowaniem.

Lubił pracę i żył nią. Dla Niego liczyło się i ważne było to, czego oczekiwał ten najważniejszy, a więc marynarz w jednostce i na okręcie. Rzetelnie wypełniał swoje funkcje w życiu służbowym jako wychowawca wielu zastępów młodych marynarzy. Podobnie również było w działalności społecznej. Zjednało mu to powszechną sympatię, czego dowodem były tłumy żegnających Go w ostatniej drodze.

"Towarzysz Wacław" - jak mawiał o sobie i inni o Nim, był niezrównanym druhem i towarzyszem podróży na szlakach wodnych i lądowych. Właściwie nie umiem dać jednoznacznej odpowiedzi, czy kochał bardziej góry czy morze. Czy jego ulubioną dyscypliną były biegi, rajdy na orientację, czy spływy kajakowe? Uprawiał przecież z wielką pasją również turystykę pieszą i rowerową. Ileż to osób zetknęło się z popularnym Wackiem w Bieszczadach, które ukochał najbardziej i znał jak własną duszę. Każdą nadarzającą się okazję wykorzystywał na górskie wędrówki, spływy kajakowe szlakami wodnymi Pomorza, Warmii i Mazur nade wszystko.

Nie miałem tak wielu możliwości spędzenia z Nim czasu na turystycznych wojażach, jak Staszek Janowicz, Antoni Marchwicki czy Rajmund Goluch. Z takich chwil pozostało mi w pamięci "wspinanie się" z Wackiem do Wąwozu Kraków czy przejście najbardziej dziką częścią Jaru Raduni. Mógłbym tak snuć wspomnienia i rozpamiętywać rozliczne sytuacje. To jednak pozostanie we mnie jak kadr z długiego filmu. W uszach brzmią mi twarde dysputy z równie wielkim praktykiem, co i teoretykiem kultury fizycznej. Przed oczami zaś pozostaną epizody z naszych słownych zmagań. Może właśnie dlatego, że był tak niezwykle czytelny i pryncypialny, twórczy i przekorny, pozostawił po sobie trwały ślad wśród tych, od których można się było wiele nauczyć i wiele doświadczyć.

Drogi Wacławie! Pozostaniesz dla nas turystów jako człowiek niepospolity, oficer, działacz i wychowawca, organizator życia kulturalnego i turystycznego. Dobrze przysłużyłeś się PTTK i turystyce w Wojsku Polskim, w Marynarce Wojennej RP, na Wybrzeżu i na Pomorzu.

Cześć Twojej Pamięci!

wiceprezes Zarządu Oddziału PTTK
Marynarki Wojennej
Andrzej Tokarski
Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk.
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT