PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik 1-2 (18-19)/2005
ISSN 1642-0853

O Klubie Turystyki Wysokogórskiej Oddziału PTTK w Bielsku-Białej

Od prawie dwóch lat działa Klub Turystyki Wysokogórskiej Oddziału PTTK w Bielsku-Białej. Klub ma ponad 50 członków w różnym wieku i z różnym stażem turystycznym, ale realizuje programy, w których dla każdego - z większym czy mniejszym bagażem doświadczeń, z większymi czy mniejszymi możliwościami i w każdym wieku - jest miejsce. Klub prowadzi działalność w górach wysokich, na początku głównie w Tatrach Polskich i Słowackich zarówno latem, jak i zimą, przygotowując się do dalszych wyjazdów. W ciągu dwóch lat udało się przejść wiele szlaków turystycznych, łącznie z tymi "najhonorniejszymi". Na comiesięcznych spotkaniach szkolą się turyści wysokogórscy zarówno w topografii gór, jak i w zasadach bezpiecznego poruszania się w górach wysokich, w używaniu odpowiedniego sprzętu i radzeniu sobie w trudnych sytuacjach w górach. Oto relacja z jednego z wyjazdów w Wysokie Tatry Słowackie.


Dnia 17 września 2004 r. pomarańczowy autobus od pana Waleckiego, zwany dowcipnie "gimbusem", szybki jak żółw, dowiózł wreszcie 25 osób z Klubu Turystyki Wysokogórskiej, płci różnej i wieku różnego, do słowackiej Jaworzyny Spiskiej pod wylot Doliny Jaworowej. Pogoda, mimo porannych niepewności, zapowiadała się coraz lepiej. Szybkobiegacze mało nie podeptali innych, żeby tylko już pójść. Mimo wszystko wysłuchali objaśnień przewodnika, który pozwolił iść swoim tempem. No i zaczęło się. Jak na trzydniową wycieczkę wielkość plecaków była różna, jak i, co później się okazało, ich zawartość również. Droga miała być długa i taka się okazała. Najpierw lasy, potem piękne łąki albo inaczej hale i przed oczyma imponująca, zapierająca przysłowiowy dech w piersiach grań Jaworowych, po lewej prawie oślepiająco białe Tatry Bielskie. W słońcu - ciepła jesień, a w cieniu - przymrozek. Mozolnie, niektórzy bardzo mozolnie ze względu na wagę plecaków, szli na coraz wyższe piętra Jaworowej. Już w dole został Żabi Staw Jaworowy, a Lodowa Przełęcz ciągle jeszcze gdzieś w przodzie. Widać sylwetki podchodzących, mijamy schodzących. Nie wszyscy wytrzymują wysiłek, jeden z uczestników, skarżąc się na dolegliwości żołądkowe, wraca mimo oferowanej pomocy.

Wreszcie jest Lodowa Przełęcz - najwyżej położona przełęcz tatrzańska, przez którą przechodzą znakowane szlaki turystyczne, wysokość znaczna, bo 2 376 m n.p.m. Z lewej Lodowa Kopa (2 611 m n.p.m.) i olbrzym Lodowy Szczyt (2 630 m n.p.m.), po prawej Mały Lodowy Szczyt (2 466 m n.p.m.), ciepłe słońce i przysłowiowe morze szczytów. Na południe zacieniona Dolina Małej Zimnej Wody i jej piękne górne piętro - Pięć Stawów Spiskich. Można się też dopatrzyć celu na dzień dzisiejszy - Schroniska Téry'ego. Ciepłe ubranie i w dół. Ogromne, mało lubiane piarżyska i mozolne zejście. Słońce oświetla zza Pośredniej Grani już tylko co najwyższe szczyty - Łomnicę, Mały Durny, Durny. Obok najwyżej położonego ze wszystkich stałych jezior tatrzańskich, Lodowego Stawku, już rozgałęzienie szlaków i Chata Téry'ego błyska słabym światełkiem, kiedy ostatni dochodzą na olbrzymie, polodowcowe płaszczyzny, na których stoi schronisko. Magda uroczo w języku górskim konferuje z chatarem i dostajemy pokoje z dwupiętrowymi łóżkami, atmosfera prawdziwie wysokogórskiego schroniska, bo chatar nie używa agregatu. Świecą lampy naftowe, ale tylko na jadalni, poza używa się własnych źródeł. Skromne sanitariaty, zimna woda, ale jaka historia turystyki na nas patrzy!!!? Wieczorne rodaków rozmowy we wspaniałej atmosferze i otoczeniu, a na mroźnym zewnętrzu cały atlas nieba na wyciągnięcie ręki. Kokietuje jednooka, tajemnicza Łomnica, a w dole spokojny i stateczny Liptów.

Rano śniadanie wliczone w cenę noclegu, nawet dość obfite i smaczne, pogoda znowu się zapowiada. Szybkobiegacze już od świtu rozgrzewają mięśnie, drepcząc w pełnym rynsztunku wokół schroniska. O godzinie 8.00 objaśnienia przewodnika i na Czerwoną Ławkę tak zwaną Ostrawską Percią. Niektórzy po wczorajszych "posiadach" muszą częściej odpoczywać, ale w myśl zasady, że na kaca najlepsza ciężka praca szybko dochodzą do formy, bo ubezpieczone jednym z najdłuższych w Tatrach łańcuchem, ale eksponowane i jednokierunkowe wyjście wymaga skupienia i uwagi, zwłaszcza z ciężkimi plecakami. Ale jest wcięcie między Spągą w Pośredniej Grani (2 440 m n.p.m.) z lewej a Małym Lodowym (2 466 m n.p.m.) z prawej. I znowu jak marzenie widok na górskie, tatrzańskie olbrzymy i ich otoczenie. Droga krótka, piękna jesienna pogoda i możliwość delektowania się tym, co najpiękniejsze w Dolinie Staroleśnej: słowackie zespoły wspinaczkowe na imponujących ścianach Małego Lodowego Szczytu, Jaworowego Szczytu od południa, Świstowy Szczyt, Staroleśny Szczyt i może już nie ważne jak się co nazywa - ważne, że piękne. Długie wygrzewanie się przy Strzeleckich, a potem Staroleśnych Stawach i już spory tłumek przed Zbójnicką Chatą.

Łatwe dojście od Siodełka urokliwą Doliną Staroleśną sprowadza tu najprzeróżniejszych ludzi. Na zewnątrz jest przyjemniej, bo w środku tłum piwoszy, ale na szczęście rzedniejący. Magda w swoim żywiole maltretuje chatara i już mamy niskopoziomowe posłania na pięterku z wejściem na kolanach. Jeszcze tylko odprowadzenie do Siodełka koleżeństwa przybyłego na jeden dzień, kilka zdjęć przy zachodzącym słońcu i jadalnia, lampy, na zewnątrz ubikacje i "umywalnia" - drewniane korytko ze spływającą wodą. Znowu piękny wieczór w wysokogórskim schronisku i spokojna noc z koniecznymi wyjściami na zewnątrz w ogrom świata i wszechświata.

Zbiorowe opłacone śniadanie i świadomość, że to dzień ostatni. Stosunkowo łatwe wejście na przełęcz Rohatka (2 290 m n.p.m.) - odwieczne przejście północ-południe przez główną grań Tatr między Turnią nad Rohatką a Małą Wysoką. Powolne zejście do Doliny Białej Wody, bo doszliśmy powolną grupę słowacką, której nie da się ominąć. Z Doliny Wielickiej tumany mgieł wspinają się na Polski Grzebień, przesłaniają masyw Gierlachu. W powietrzu jakby czuć zmianę pogody, ale słońce dalej nas głaszcze, mimo że w cieniu ze skał zwisają sople lodu. Nienasyceni biegną jeszcze na Małą Wysoką, inni sięgając wzrokiem przez Żelazne Wrota, Ganki po Kozi Wierch, Świnicę, a nawet Bystrą schodzą przez coraz niższe piętra Doliny Białej Wody na jej dno. Urokliwa Polana Biała Woda, schodzą wszyscy, jeszcze spojrzenie do tyłu, gdzie stoją od wieków olbrzymy - legendy, nazwy - opowieści, ściany - wyzwania, doliny - zawieszone, kotły - przepaściste, stawy - mroczne, marzenia - do spełnienia. Trzeba przyśpieszyć, bo na Łysej Polanie, już za granicą, ma czekać niezawodny gimbus. Jeszcze na Słowacji piwo - lek na zakwaszone mięśnie, poszukanie się czy już wszyscy i autobus rusza.

Patrzę jeszcze na twarze i wiem, że nie muszę pytać - warto było.

Jan Nogaś
Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk.
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT