PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik 3-4 (16-17)/2004
ISSN 1642-0853

Moje OWRP - "Świętokrzyskie 2004"

Czas mija i nie wraca. Są jednak powroty i spotkania już od 45 lat tych, co w początkowe dni lipca poznają Ojczyznę per pedes. W tym roku był to obszar kraju administracyjnie zwany województwo świętokrzyskie. Jak co roku była ceremonia powitań i wymiana dokonań z tymi, których się już zna. Były także nowe twarze i znajomości. To taki stały rytuał - ceremoniał na miejscu, gdzie z kraju przybywają Ci, co na własnych stopach realizują Polska piękna jest cała. Sandomierskie zaś to region, gdzie plony ziemi i pracę ludzi tu mieszkających widać było dosłownie co krok.


Moja wędrówka w tym roku wiodła trasą II - "Wyżyną Sandomierską", a miejscem startu był Staszów, który jest miastem od 1525 r. za sprawą Hieronima Łaskiego. Jako miasto prywatne od XVI w. należało do znamienitych rodów Rzeczypospolitej, między innymi: Tęczyńskich, Opalińskich, Lubomirskich i Czartoryskich. Po drugiej wojnie światowej stało się znane dzięki odkryciu złóż siarki i uruchomieniu kopalni w Grzybowie.

Jak co roku była ceremonia powitań i wymiana dokonań z tymi, których się już zna. Były także nowe twarze i znajomości. To taki stały rytuał - ceremoniał na miejscu, gdzie z kraju przybywają Ci, co na własnych stopach realizują - Polska piękna jest cała. Sandomierskie zaś to region, gdzie plony ziemi i pracę ludzi tu mieszkających widać było dosłownie co krok. Gdyby tylko "rynek" potrafił to docenić. Rozpacz, smutek, złość to był też obraz oglądany na "dole", u tych, co od wieków żywią, a, jak świadczy historia tej ziemi, własną dolą i krwią bronili. Czas obecny nie jest dla nich przychylny lub oni nie umieją się globalnie dopasować - taki wniosek nasunął się po wielu, wielu rozmowach z mieszkańcami.

Trasa czekała do przejścia, mimo że wola aury już na samym początku próbowała straszyć opadami. Nic to dla tych, którzy mają pasję dojść tam, gdzie jest coś ciekawego. Na tym terenie zaś urokliwe dzieło zgodnie tworzyła natura i człowiek.

7 km na północny zachód od Staszowa nad rzeką Czarną położone są Kurozwęki - jest to przykład mądrej restauracji zespołu pałacowo-parkowego po latach systemowej dewastacji w czasach, gdy hasło "dobro człowieka celem najwyższym" ziemskie dobra doprowadziło do ruiny. Po latach prawowity właściciel - Jan Marcin Popiel - dużym kosztem przywraca jego historyczny blask i udostępnia innym (mieści się tu dzisiaj hotel). Jest tu też stadnina czystej krwi arabów i stado bizonów amerykańskich.

Następnym punktem trasy był Szydłów (14 km na północny zachód od Staszowa, na skraju Gór Świętokrzyskich) - miasto z woli Władysława Łokietka, który nadał mu prawa miejskie w 1329 r., na mocy zaś ukazu carskiego w połowie XIX w. je straciło. Kazimierz IV, zwany Wielkim, otoczył je murami obronnymi i zamek dla swojej wygodnej bytności wzniósł. Do dnia dzisiejszego królewskie dzieło budzi podziw. Całość mimo modnej dobudowy do kompleksu historycznego pozostawia pozytywne odczucie. Dużo do rozwagi i przemyśleń dała wizyta w Pustelni Złotego Lasu usytuowanej 3 km od Rytwian, a powstałej w 1621 r. z fundacji Jana Tęczyńskiego w dawnym klasztorze kamedułów (pod karą klątwy nie miały tu wstępu kobiety - z wyjątkiem dni: 25 marca, 19 czerwca i 15 sierpnia) - dziś już bez eremów. To takie jedno z miejsc na trasie, gdzie były zamyślenia nad naszymi dziejami, ulotna chwila z daleka od zgiełku cywilizacji. Podobnie było po super nowoczesnej kąpieli w krytej pływalni "Delfin" w historycznym Połańcu, gdzie Naczelnik Insurekcji Tadeusz Kościuszko wydał Uniwersał Połaniecki, w którym podał, że: (...)chłopi są wolni i pod opieką prawa (...), co było początkiem nowego usytuowania tej warstwy społeczeństwa w kraju. Obok zaś jest elektrownia, dająca światło i energię - to kontrasty współczesności.

Inne odczucie pozostawiła wizyta w Ossali - wsi rodzinnej Adama Bienia, ostatniego z szesnastki na pokazowym procesie w Moskwie przywódców polskiego podziemia związanego z rządem Rzeczypospolitej Polskiej na obczyźnie. W znajdującym się tu domu poświęconym jego pamięci, z licznymi pamiątkami, chciałem być po lekturze trylogii wspomnień Bienia. Podobnie było nad mogiłą Władysława Iwińskiego, który w latach okupacji kierował "Jędrusiową dolą".

Czas mijał i na trasie pojawiła się Koprzywnica z zabudowaniami klasztornymi - unikatowe dzieło cystersów, co nie tylko na chwałę Boga, ale i dla dobra ludzi, jak byśmy powiedzieli dziś, wprowadzili postęp w technice. Ich dzieło, mimo upływu lat, jest stabilne do dziś. Przewodnik - pasjonat, który nas po bazylice oprowadzał, odkrywał i przekazywał nam ogromny pakiet informacji o obiekcie i o historii.

Później dotarliśmy do miasta tytułowego trasy, a był to Sandomierz - jedno z najstarszych miast w Polsce, z przebogatą historią, z zabytkami i z unikatową trasą podziemną. Organizatorzy przeznaczyli cały dzień na poznanie tego grodu - i słusznie. Można było czy to w grupie, czy też indywidualnie poznać: świątynie miejskie w obrębie murów staromiejskich i przez furtę "ucho igielne", obiekty sakralne i zamek fundacji króla Kazimierza Wielkiego, co "zostawił Polskę murowaną". We wnętrzach są bardzo ciekawe zbiory muzealne. Całość krajobrazu wyrzeźbiona w lessie zachwyciła wszystkich. Społeczność miasta dba o swoją historię, a także tworzy nowe dzieła. Mam tu na myśli instalację - oryginalny pomnik "zakotwiczenie nieba". Taka myśl mogła powstać tylko w codziennym kontakcie z "kamieniem optymizmu", czyli z kamieniem pasiastym. Dane mi było spotkać się z mistrzem Cezarym Łutowiczem, który tworzy z kamieniem tej ziemi - krzemieniem pasiastym - unikatową biżuterię. Składnikiem krzemienia pasiastego są opal i chalcedon. W Sandomierzu i o tym mieście można bardzo długo rozprawiać. Ogólnopolski Wysokokwalifikowany Rajd Pieszy (OWRP) miał jednak swoje prawa i w następnym dniu była też unikatowa "górska wspinaczka po Krawędzi Gór Świętokrzyskich", po wychodniach skał kambryjskich Gór Pieprzowych, będących ewenementem geologicznym na terenie Polski. Natura zadbała o odpowiednią wilgotność stoków, jednak nie zraziło to uczestników; co zobaczyli i wyślizgali, to ich krajoznawcze trofeum. Ja, między innymi, dlatego wybrałem tę trasę. W tym dniu dotarliśmy do królewskiego Zawichostu. Stąd przez Polskie Radio podawany jest stan wody w "królowej rzek" Polski - Wiśle. Osobiście zniczem oddałem hołd temu, co przez lat kilkadziesiąt te dane podawał i dzięki jego żonie usłyszałem z pierwszych ust o kłopotach dnia codziennego w tej pracy.

Dalej rajd przebiegał przez Czyżów Szlachecki z pałacem, który został z sercem i z pietyzmem odrestaurowany oraz otwarty dla gości jako ośrodek hotelowo-wypoczynkowy. Na koniec tego dnia dotarliśmy do miejscowości Ożarów, bogatej w historię i znanej współcześnie z fabryki cementu, która eksploatuje własne złoża kamienia wapiennego, a także na miarę XXI w. z oryginalnego ratusza i, co było dla niektórych uczestników zaskoczeniem, z pięknej pływalni w kompleksie szkolnym. Kolejny przystankiem był Tarłów, a w nim w barokowym kościele pw. św. Trójcy nietypowa kaplica z wystrojem poświęconym - chyba złe porównanie - "tańcowi śmierci". Tu była stosowna pora nad zadumą o znikomości życia człowieka i jego wędrówce do ostateczności. Mimo to ten etap zakończył się realnie, aczkolwiek prehistorycznie w budowanym jurajskim krajobrazie. To godna polecenia lokalna inicjatywa, by połączyć pracowitą rzekę Kamienną z wyjątkowym w tej części kraju spływem tratwami. Niedaleko stąd są Krzemionki Opatowskie z unikatową kopalnią krzemienia pasiastego sprzed 5 000 lat i rekonstrukcją neolitycznej wioski. Centralnym miejscem jest Bałtów. Nagana natomiast należy się wszystkim użytkownikom klasycystycznego pałacu książąt Druckich-Lubeckich, otoczonego parkiem krajobrazowym. Należy się czerwona kartka za dewastację i totalną ruinę tego cacka - aż wstyd. Następny dzień to legendarny Ćmielów ze swoją porcelaną. Dzięki miejscowej koleżance przewodnik poznaliśmy bogatą historię miasta od czasu kultury pucharów lejkowatych po księdza prof. Włodzimierza Sedlaka (1911-1993), twórcę elektromagnetycznej teorii życia (bioelektroniki), który tu w Ćmielowie w latach 1935-1939 był wikarym. Tak lipcowi wędrowcy dotarli tego roku do miasta Ostrowiec Świętokrzyski. Organizatorzy na metę rajdu wybrali park śródmiejski. To był bardzo dobry pomysł, by mieszkańcy tego miasta mogli zobaczyć finał "sztandarowej" pieszej imprezy. Tu należą się brawa dla komandor rajdu, której pewnie kobieca intuicja podpowiedziała taki scenariusz. Podczas całej trasy szefowie tras - mężczyźni - dbali o uczestników nie tylko płci pięknej.

Tak od Staszowa do Ostrowca Świętokrzyskiego minął tegoroczny Ogólnopolski Wysokokwalifikowany Rajd Pieszy. Jeszcze tylko odbyła się, jak na starcie, ceremonia na mecie z programem przez organizatorów bogato przygotowanym. I nadeszły chwile pożegnań w indywidualnym przez wszystkich uczestników wydaniu - z zapewnieniem, że za rok na północnym Mazowszu, gdzie przyszłoroczni organizatorzy zapraszali, też się spotkamy.

Ryszard Bałabuch
Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk.
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT