PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik 3-4 (16-17)/2004
ISSN 1642-0853

Co jest najlepszego w Rzeczypospolitej?
Toruński pierniczek, warszawski trzewiczek,
krakowska dzieweczka i gdańska wódeczkať.

XXXIV CZAK w stylu gotyckim

Tegoroczni krajoznawcy "zlecieli się" w okolice Torunia w liczbie 276 osób ze 103 miejscowości. Tak centralnie i dogodnie umiejscowiony zlot był magnesem dla wszystkich, więc chętnych było wielu. Organizatorem naszego spotkania był zespół osób z pięciu oddziałów PTTK: miejskiego, wojskowego, uniwersyteckiego i przewodnickiego z Torunia oraz z oddziału z Grudziądza, którzy współpracowali z władzami samorządowymi województwa kujawsko-pomorskiego. Komandorem zlotu był Henryk Miłoszewski, kierownikiem sekretariatu - Tadeusz Perlik.


W pierwszym dniu przyjmowano uczestników i odbył się pierwszy spacer po mieście, pod opieką przewodników. Programy następnych dni były napięte, warto było zatem skorzystać z oferty organizatorów i zwiedzić Toruń, m.in.: Muzeum - Dom Kopernika, bazylikę katedralną św. św. Janów, Ratusz Staromiejski z piękną salą sądową, kościół Najświętszej Marii Panny z grobem Anny Wazówny, Rynek Starego Miasta z pomnikiem Mikołaja Kopernika, ruiny zamku krzyżackiego. Warte zapamiętania, na przykład, są z sali sądowej: obraz "Sąd nad cnotliwą Zuzanną" (pytanie: kim była cnotliwa Zuza?) i fotel obity skórą ściągniętą z sędziego, który wydał zły wyrok. Zadanie matematyczne: gdyby powyższy zwyczaj zachował się do naszych czasów, ile kompletów dwunastoosobowych moglibyśmy utworzyć z foteli tapicerowanych w ten sposób ? (na rozwiązania czekamy do następnego CZAK-u).

Uroczyste otwarcie zlotu odbyło się w wielkiej sali "Dworu Artusa". W trzech referatach prelegenci zapewnili nas, że czas poświęcony Ziemi Chełmińskiej nie jest czasem straconym. O toruńskich piernikach powinniśmy wiedzieć więcej niż to, iż są niebywale smaczne i "najcenniejszy upominek to paczuszka katarzynek". Do tego przekonywała nas mgr Maria Ostrowska. Toruń jest miastem pięknym i docenionym, wpisano go bowiem na Światową Listę Dziedzictwa Kulturowego i Naturalnego UNESCO - dowodził dr Marek Rubnikowicz. Sztuka na Ziemi Chełmińskiej raczy nas zabytkami tzw. medialnymi, czyli łatwymi do rozpoznania jak: Dom Kopernika czy Krzywa Wieża i zabytkami dla koneserów ukierunkowanych, np.: pochówki skandynawskie, zabytki Joannitów czy militaria typu twierdze. W ten sposób rozpoczął swoje wystąpienie dr Piotr Birecki. Po wystąpieniach werbalnych przemówiła do nas muzyka. Organizatorzy zaprosili orkiestrę młodzieżową "Campanella" z Cekcyna. W programie koncertu znalazły się utwory Vangelisa, Theodorakisa, zespołu The Beatles, Kilara czy Scotta Joplina. Nazwiska brzmią poważnie, ale utwory były wszystkim znane, a Grek Zorba zagrany przecież w dniach olimpijskich, wszystkich wyraźnie ożywił. Wieczorem, a wieczorem... każdy obejrzał w Planetarium dwa filmy: Makrokosmos i Stare Miasto Toruń. Nie wiem, czy prognoza, że za bilion bilionów lat świat zwinie się z powrotem powinna mnie przerażać czy też nie. Szybka ankieta przeprowadzona wśród uczestników uspokoiła mnie. Stwierdzono, iż to bardzo długa perspektywa, prędzej wyeliminuje nas z członkostwa we wszechświecie ludzka głupota i tego należy się obawiać.

Dwa następne dni poświęcone były zwiedzaniu: Doliny Wisły i Doliny Drwęcy. Obie trasy opracowano i wydano w numerze specjalnym dwumiesięcznika turystyczno-krajoznawczego "Pomorze i Kujawy", wydawanego przez Oddział Przewodnicki w Toruniu, który każdy z nas otrzymał.

"Doliną Drwęcy"

Początek trasy "Dolina Drwęcy" był znamienny. Przybyliśmy na zamek w Golubiu-Dobrzyniu. Chlebem i solą witali nas rycerze Jarosław, Franciszek i naczelny zamku - Zygmunt. Na naszą cześć oddano też salwę, głośną. Gospodarz zamku, nasz człowiek, z wielką swadą operujący mową polską, zapoznał uczestników zlotu z historią obiektu i jego ciekawostkami. Wiele ciekawych imprez odbywa się na zamku, wymienianie ich uważam za niepotrzebne, gdyż każdy z nas doskonale je zna. Nie każdy jednak może wie, iż w murach budowli ukryto celę pokutniczą o wymiarach 80x120 cm, do której trafiali ci, którzy na chwilę zapomnieli o dekalogu. Złamanie VI przykazania przeliczano na 21 dni. No cóż, przyjemności kosztują. Godny podkreślenia jest fakt, że jest to obiekt odbudowany przez Oddział PTTK w Golubiu-Dobrzyniu i będący na własnym utrzymaniu. Przy zamku działa Szkoła Rycerska, która posiada 17 koni. Sama miejscowość jest bardzo medialna w myśl powiedzenia "dwa w jednym". Były miejscowości: Golub - osada targowa - i Dobrzyń, a teraz jest to jedno miasto, historycznie młode, bo dopiero od 1951 r.

Następna miejscowość na trasie to Brodnica, malowniczo położona nad Drwęcą. Miasto ma bardzo przyjazny herb: na czerwonym tle biała prawa dłoń uniesiona do góry, jakby w geście powitania. Zaparkowaliśmy w okolicy zamku i pałacu Anny Wazówny. Zamek został wzniesiony na początku XIV w. przez Zakon Krzyżacki - był siedziba komturii. Obecnie są to ruiny przystosowane do zwiedzania. Stanowią dużą atrakcję, bowiem można myszkować po różnych zakamarkach parę pięter w górę i po piwnicach. Ponadto Brodnica leży na szlaku "Polskie zamki gotyckie". Naprzeciw zamku stoi pałac, w którym w latach 1605-1625 rezydowała królewna Anna Wazówna, kiedy to była starościanką brodnicką. Anna zmarła w Brodnicy i według legendy pojawia się co siedem lat na zamku w noc sylwestrową. Spotkanie z nią przynosi szczęście. Następna możliwość zapewnienia sobie odrobiny tego rarytasu wypada w 2010 r. Po jedenastu latach bratanek przeniósł ciało Wazówny do Torunia, do kościoła Mariackiego, wtedy protestanckiego, gdyż takiego była wyznania. Królewna związana była także z Golubiem-Dobrzyniem, o który bardzo dbała. Z jej postacią spotykaliśmy się przez cały czas trwania wędrówek po Ziemi Chełmińskiej. Inną postacią, która nam stale towarzyszyła był nasz słynny astronom Mikołaj Kopernik. Nic dziwnego - na tej ziemi przecież przebywał. Miasto Brodnica może poszczycić się dwoma rynkami: dużym w kształcie trójkąta i małym, przy którym stoi czternastowieczna Brama Chełmińska. W XIX w. była więzieniem, obecnie mieści się w niej galeria sztuki współczesnej. My natomiast zapamiętamy ją na pewno. Przemknęliśmy koło niej w tempie olimpijskim, poganiani, gdyż kręcono właśnie tam scenę do filmu (niestety, nie wiem jakiego) z Piotrem Fronczewskim w roli głównej. Powrót na parking wiódł przez dawny ogród Anny Wazówny, a obecnie Park Chopina z pięknymi okazami platanów, lip, klonów i kasztanowców. Nazwisko Chopina pojawia się także nieprzypadkowo. Przecież niedaleko stąd położona jest Szafarnia.

Następnym etapem wycieczki był Dom Generalny Zgromadzenia Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej w Jabłonowie Pomorskim. Został on założony przez Marię Karłowską, którą beatyfikował 6 czerwca 1997 r. w Zakopanem papież Jan Paweł II.

Z Jabłonowa skierowaliśmy się do miejscowości Rywałd Królewski, gdzie zwiedziliśmy Sanktuarium Matki Bożej. Kustoszami sanktuarium są dzisiaj Bracia Mniejsi Kapucyni. W kościele znajduje się drewniana figurka z przełomu XIV i XV w. Matki Boskiej z Dzieciątkiem, zwanej Matką Bożą Rywałdzką, Madonną Rywałdzką, ale również Matką Boską Cygańską, albowiem w latach trzydziestych ubiegłego wieku miało miejsce cudowne uzdrowienie Cyganki. W pierwszą sobotę i niedzielę czerwca pielgrzymują do niej Romowie. W klasztorze przebywał przez niecałe trzy tygodnie internowany w 1953 r. kardynał Stefan Wyszyński (przeniesiony potem do Stoczka Warmińskiego). Przetrzymywany był w celi gwardiańskiej, okna zasłonięto mu gazetami. Kardynał na ścianie naszkicował Drogę Krzyżową, która zachowała się do dziś, gdyż rysunki zasłonięto szybkami, zagipsowano i pomalowano wapnem. W klasztorze znajduje się izba pamięci poświęcona Prymasowi Tysiąclecia. W roku 1972 Stefan Wyszyński koronował figurę Matki Boskiej Cygańskiej.

Jadąc do Chełmży, zboczyliśmy na chwilę do wsi Jarantowice. Znajduje się tu drewniany kościół przypominający wyglądem wiejską chatę. Zbudowany z bali, na kamiennej podmurówce, niski i kryty strzechą. Poświęcony jest św. Maksymilianowi Marii Kolbemu.

Chełmża - miasto kiedyś oblane dookoła wodą - wyglądało z daleka jak hełm, stąd prawdopodobnie nazwa miasta. Gotycką konkatedrę pw. Świętej Trójcy zbudowano w połowie XIII w. Pochowano w niej czterech mistrzów krzyżackich. Płytę nagrobną jednego z nich pocięto i zrobiono z niej stopień do kaplicy bł. Juty. Można jeszcze na stopniu odróżnić zabytkowe napisy. W bazylice konkatedralnej prawdopodobnie znajduje się miejsce pochówku błogosławionej, która za życia opiekowała się chorymi, biednymi i opuszczonymi. Prezbiterium jest uważane za nekropolię biskupią. Znajdują się w nim liczne epitafia, na przykład: biskupa Kazimierza Opalińskiego, Adama Kosy i jedno poświęcone pamięci osoby świeckiej - Krzysztofowi Bąkowskiemu, podkomorzemu pomorskiemu. Jak głosi legenda w katedrze przechowywano kubek Opalińskiego, który spadł z wieży i nie rozbił się. Przed wielkim pożarem świątyni sam pękł. Wielkim osiągnięciem miasta była wybudowana na początku XIX w. cukrownia, która w 1850 r. była największa i najnowocześniejsza w Europie, pracowało w niej 2 000 osób. Jak większość zabytków, które zobaczyliśmy na Ziemi Chełmińskiej, mury budowli są w stylu gotyckim, wyposażenie wnętrz jest przeważnie barokowe, z nielicznymi wyjątkami gotyckimi. Wieczorem odbyła się giełda kolekcjonerska i wydawnictw turystyczno-krajoznawczych.

"Doliną Wisły"

Trasa "wiślana" wiodła przez miejscowości: Chełmno, Świecie, Grudziądz i Radzyń Chełmiński. Chełmno, zwane "Krakowem północy", zauroczyło nas biało-niebieskim ratuszem. Na zewnętrznej ścianie gotycko-renesansowego ratusza wmurowano tzw. pręt chełmiński, który był wzorcem długości, aby nikt nie oszukiwał. Z ciekawostek warto wymienić istniejące od XIII w. prawo dziedziczenia majątku przez niewiasty, gdyż większość interesów prowadziły mieszczki. W Chełmnie wyższe gimnazjum ukończył Mikołaj Kopernik. W zespole klasztornym należącym do Sióstr Miłosierdzia (w 1821 r. otrzymały go po Siostrach Benedyktynkach), zwanych szarytkami, obejrzeć mogliśmy dwukondygnacyjną świątynię pw. św. św. Jana Chrzciciela i Jana Ewangelisty, charakterystyczną dla żeńskich klasztorów średniowiecznych. Dolna kondygnacja była przeznaczona dla osób świeckich, górna dla konsekrowanych. Cennym zabytkiem jest także figura Chrystusa z XIV w. z ruchomymi rękami. Jako ukrzyżowany ma ręce rozłożone, złożony do grobu ręce ma ułożone wzdłuż ciała, a z otworu z boku ciecze krew, dzięki czemu figura zyskuje na ekspresji. W jednej z gablot na ratuszu można było wyczytać: Jak donosi ŤZiemia Chełmińskať 22 stycznia 1930 roku zbrodniczo podpalono składnicę jaj. Spaliło się 2800 mendli jaj. Nastąpiły aresztowania. W związku z tym następne zadanie matematyczne: 2 800 mendli, ile to sztuk, tuzinów, kop i grossów?

W Świeciu zwiedziliśmy ruiny zamku krzyżackiego, usytuowane w widłach rzek Wdy i Wisły. Dobrą lekcją, jak powinny być sytuowane zamki obronne, było wejście na wieżę zamkową. Patrząc z góry, bez trudu można zobaczyć z jakiej odległości widoczny był każdy, kto tu przybywał, i że zapewniona była łączność wzrokowa z sąsiednimi zamkami.

Do miasta Grudziądz wjechaliśmy przez most Bronisława Malinowskiego. Ten wspaniały biegacz pochodził z tego miasta, a na tym moście tragicznie zginął. Na początek zgarnęło nas wojsko. Zwiedziliśmy twierdzę Grudziądz. Wznoszono ją dwanaście lat, ukończono w 1788 r. W budowie brało udział ok. 7 tys. osób i to dobitnie świadczy o ogromie budowli. Mała dygresja: na tym CZAK-u było dużo obiektów militarnych chętnie zwiedzanych przez mężczyzn, powinni oni czuć się wyróżnieni. Dobrym pomysłem było nakarmienie ciał uczestników zlotu wojskową grochówką i kiełbaską, popite piwem. Dzięki temu każdy miał siły wędrować po mieście za przewodnikiem i chłonąć wiadomości. Godny odnotowania jest także fakt zakwaterowania w Cytadeli dużej ilości komarów, w końcu ktoś musi być "zaciągnięty" i "bronić ostro atakując". Z dużym zaciekawieniem zwiedziliśmy Sale Tradycji Jazdy Polskiej, z uciechą czytając przyśpiewki ułańskie, np.: Hej, dziewczyny w górę kiecki, jedzie ułan jazowiecki. Po wejściu na Górę Zamkową wspaniała panorama na Kotlinę Grudziądzką wynagrodziła trud wspinaczki. Schodząc w kierunku Wisły, minęliśmy zespół 26. zabytkowych spichlerzy, z XVI i XVII w. Od strony rzeki są one wielokondygnacyjne (pełniły także funkcje obronne), od strony miasta tylko piętrowe. Taki zespół to unikat na skalę światową.

Radzyń Chełmiński to wspaniała wędrówka po ruinach XIII-wiecznego zamku krzyżackiego. Turystom dano możliwość wejścia w sekretne zakamarki. Można było zajrzeć do dwóch baszt, obejrzeć część dawnych piwnic, ruiny wschodniego skrzydła. Mimo że to tylko ruiny, czuć było potęgę budowli i jej atmosferę.

***

Bezpośrednio z trasy zawieziono nas na biesiadę turystyczną do Fortu IV w Toruniu. Oprócz atrakcji kulinarnych, było ognisko i wspólna zabawa. Przygrywający do tańca zespół country nie próżnował i myśmy także nie próżnowali. Późnym wieczorem dotarliśmy do kwater.

Dzień czwarty rozpoczął się od Forum Krajoznawców. Na wspólnym spotkaniu wręczono mianowania na instruktorów krajoznawstwa regionu, Polski i zasłużonych oraz Certyfikaty Jubileuszowe zasłużonym działaczom z okazji 50-lecia Komisji Krajoznawczej, a przewodniczący komisji, K. Mazurski, krótko przypomniał jej historię. Następną niespodzianką przygotowaną przez organizatorów był rejs statkiem po Wiśle. Pełni wrażeń pośpieszyliśmy na obiad, by potem wyruszyć na zwiedzanie Torunia lub na pieszą wycieczkę "Szlakiem twierdzy Toruń". Pogoda dopisała, więc 12-kilometrowy spacer na peryferiach miasta był strzałem w dziesiątkę, w szczególności dla miłośników militarnych pamiątek. Panowie mieli ucztę, a i panie nie nudziły się, bo przewodnik bardzo zajmująco opowiadał. Wieczorem w bazylice konkatedralnej św. św. Janów dla uczestników zlotu mszę św. odprawił sam biskup. Błogosławieństwo przez Niego udzielone będzie nam towarzyszyło przez cały rok.

Dzień ostatni to zawsze dzień podsumowań i pożegnań. Organizatorzy wręczyli najstarszym i najmłodszym instruktorom niespodzianki. Komandor przedstawił swoich współpracowników, którym należą się naprawdę gorące podziękowania za wspaniałe przyjęcie i doskonałą organizację. Byli zawsze uśmiechnięci, chętni do pomocy i dobrze widzialni, dzięki równym koszulkom, innym każdego dnia. Kompetencja przewodników na trasach podnosiła walor każdej wycieczki.

Dziękujemy!

Grażyna Przybył

PS Jedynie pewna rzecz mi się nie zgadzała. Gotyk, dominujący na tym CZAK-u, charakteryzujący się strzelistością, liniami pionowymi, znalazł swoje zaprzeczenie w stołówce. Po tak obfitych i smacznych posiłkach (których nie można było sobie odmówić - mówię za siebie) żadna moja strzelista, pionowa linia się nie zachowała. Może w przyszłym roku mi się poszczęści? Przyszły rok to Radom - gościł nas będzie Konrad Bielecki. Jest nadzieja.

Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk.
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT