PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
2 (15)/2004
ISSN 1642-0853

Na Wysoką (2560 m n.p.m.)

Wysoka (Vysoká) - wybitny szczyt w głównej grani Tatr Wysokich (Słowacja), oddzielony od Ciężkiego Szczytu Przełęczą pod Wysoką, od Zachodniej Rumanowej Czuby Zachodnią Rumanową Przełęczą, od Smoczego Szczytu Przełęczą pod Smoczym Szczytem, od Siarkana Siarkańską Przełęczą. (...) Widok z Wysokiej, uważanej za jeden najpiękniejszych szczytów tatrzańskich, jest piękny i rozległy. Nazwę zawdzięcza swojej strzelistej sylwetce widzianej od południa - z książki Najpiękniejsze szczyty tatrzańskie.

Pomimo iż nie czuję strachu przed wspinaczką, podświadomie bałem się jej. Noc z 23 na 24 sierpnia, poprzedzająca wyprawę, była więc pełna niepokoju. Wchodziłem na wiele najwyższych szczytów tatrzańskich, nie boję się trudności, wiem, że Józek jest świetnym przewodnikiem i nic mi nie grozi, jednak podświadomość podsuwała mi różne trudne sytuacje. Uspokajałem ją, ale bez większego rezultatu. Budziłem się niemal co godzinę i długo nie mogłem zasnąć. Do godziny 3:30 było jeszcze daleko. W końcu jednak - zmęczony ciągłym budzeniem - wstałem. Była trzecia. Ubrałem się, wypiłem kawę i gotowy do wędrówki wyszedłem przed Gronik.

Tuż po czwartej przyjechał swoim samochodem nasz wspaniały przewodnik Józek Michalec w towarzystwie uczestników wyprawy: Halinki Kunickiej oraz Lidki i Rafała Ruteckich.

Ruszyliśmy. Najpierw Poronin, potem Bukowina Tatrzańska, Łysa Polana, Tatrzańska Łomnica, Stary Smokowiec i okolice Szczyrbskiego Jeziora. Samochód zostawiliśmy na parkingu obok stacji kolejowej Popradzki Staw, załadowaliśmy do plecaków dodatkowe wyposażenie i w drogę.

zdjecie
zdjecie

Na początek niezbyt trudno - do Popradzkiego Stawu (1494 m n.p.m.), z okazałym schroniskiem, maszerowaliśmy godzinę po lekko stromej szosie, której serpentyny ścinaliśmy lasem. Dochodziła godzina siódma. Idąc parę minut "Magistralą" przekroczyliśmy Zmarzły Potok i pod lewą barierką weszliśmy na zamaskowany wśród kosówek chodnik wiodący w Dolinę Złomisk. Ścieżką, zakosami wspinaliśmy się coraz wyżej wśród pięknych świerków i limb, a później wśród kosówek i muraw na Złomiską Rówień. Cały czas towarzyszył nam szum Zmarzłego Potoku. Była godzina ósma. W tym miejscu doszedł nas słowacki przewodnik Jaro Michalko, prowadzący Polaków: ojca z dwojgiem dzieci. Ich celem była również Wysoka. Wspólne zdjęcia, poczęstunek czekoladą przez Halinkę i ruszyliśmy dalej. Najpierw oni, później my. Omijając od strony wschodniej górę Siarkan, wśród dużych bloków skalnych i piargów, mijając dwie koliby, wspinaliśmy się ostro w górę, w kierunku Wysokiej, która odsłaniała się nam coraz bardziej pod postacią drapieżnego ptaka. Słońce zaczęło przygrzewać, a w dolinie robiło się gorąco i duszno. Co jakiś czas - na życzenie Rafała - odbywały się krótkie odpoczynki, niektórzy jedli kanapki i pili wodę. Wysoka była coraz bliżej. Kondycyjnie najlepiej spisywały się Halinka i Lidka, jakby w ogóle się nie męczyły, były bardzo sprawne. Ja jakoś sobie radziłem.

Pod skalnym żebrem, wiodącym już na grzbiet Wysokiej, zrobiliśmy dłuższy odpoczynek na zregenerowanie organizmów i założenie oporządzenia. Sięgając do plecaka, stwierdziłem, że mam tylko Red Bulla, a nie zabrałem wody, o czym zakomunikowałem uczestnikom wyprawy. Zjadłem kanapkę i popiłem Red Bullem. Skomentowali, że teraz dopiero będę rwał do przodu. Józek przywiązał nas do liny w następującej kolejności: mnie, Lidkę, Halinkę i na końcu Rafała. Szedł na długość liny do przodu, a raczej w górę, jak po schodach, okręcał linę wokół skały i mówił: Chodźcie! I szliśmy. Tylko schodów jakoś nie widzieliśmy, więc drapaliśmy pazurami skałę, a oczami szukaliśmy jakiegoś jej występu, by zaczepić się butem i podciągnąć w górę. Tak krok po kroku, uważnym i dobrze przemyślanym, zbliżaliśmy się do naszego przewodnika. On tymczasem jedną ręką podciągał linę, aby była sztywna, a drugą ręką nas filmował. Trasa wiodła na szczyt skalnym żebrem, z lewej przepaść, a z prawej "tylko" głęboki żleb. Takich zmian było wiele i wchodzenie trwało dłużej niż godzinę. Trud nasz jednak został nagrodzony.

O godzinie 11:40 weszliśmy na szczyt Wysokiej. Tam czekała już na nas poprzednia grupa. Radość zwycięstwa, wzajemne gratulacje, uściski i podziwianie widoków. Panorama Tatr wspaniała - od Tatr Bielskich w prawo poprzez Lodowy Szczyt, Łomnicę, Gerlach, Krywań, Rysy, a w głębi Orlą Perć i nawet Giewont. Wszystkie te widoki zostały skrupulatnie sfilmowane i sfotografowane nie tylko przeze mnie. Na szczycie byliśmy około 40 minut, każdy z nas pogrążył się we własnych myślach, patrząc z dumą i z radością na panoramę Tatr. Niektórzy uczcili pobyt na Wysokiej łyczkiem koniaku z piersiówki, którą zabezpieczyły na tę chwilę dzielne dziewczyny.

zdjecie

Schodziliśmy inną trasą i w odwrotnej kolejności. Józek zaczepiał linę na skale i wskazywał Rafałowi którędy ma schodzić. My szliśmy za Rafałem, a Józek popuszczał linę i czasami nas filmował. Perć wiodła przez żebra i żleby w kierunku Przełączki pod Kogutkiem (2400 m n.p.m.) na zboczach Ciężkiego Szczytu (2500 m n.p.m.). Na równiejszych odcinkach prowadził Józek, a na stromych Rafał z asekuracją Józka. Od Przełączki schodziliśmy w dół - stromym kominkiem z łańcuchem - na przełęcz Waga (2340 m n.p.m.). W tym miejscu Józek nas rozwiązał.

Wracając weszliśmy na Rysy

Obaj z Rafałem poszli do Schroniska pod Wagą (2250 m n.p.m.) na piwo, a nasza trójka udała się na Rysy (2499 m n.p.m.). Wejście od strony słowackiej jest bardzo łatwe, żadnych klamer ani łańcuchów, a widoki ze szczytu były również wspaniałe. Znowu uruchomiłem aparat fotograficzny, ale tym razem mogłem również sfotografować Wysoką. Cała wycieczka na Rysy i z powrotem do Schroniska pod Wagą zajęła 80 minut. Przy schronisku zaś namalowane są na kamieniach ślady bosych stóp Lenina, po których wędrował na Rysy. Bardzo duże miał te stopy.

Ponieważ w schronisku - oprócz innych napojów - serwowano tylko naprawdę zimne piwo, za którym nie przepadam, więc zrezygnowałem z picia i zacząłem schodzić do Szczyrbskiego Jeziora. Dogonili mnie na styku szlaków: czerwonego i niebieskiego, tj. w Dolinie Mięguszowieckiej. Stąd już razem powróciliśmy do samochodu. Józek dostał swoją zasłużoną dolę, parkingowy swoją (160 Sk) i o godzinie 21:00 byliśmy już w Zakopanem. Cała eskapada zajęła nam 17 godzin. Ale było warto!!! Osobiście to potwierdza? uczestnik wyprawy?

Marian Żmuda

Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk.
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT