PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
1 (14)/2004
ISSN 1642-0853

Trwanie


Historia magistra vitae - tę starą rzymską dewizę przypomniał nam w latach trzydziestych w polskim gimnazjum w Katowicach mój profesor Zbigniew Kieresiński.

Prawie wiekowe doświadczenia polskich krajoznawców uczą sięgania do naszej narodowej i państwowej tradycji. Sięgania i wyciągania wniosków zgodnie z dewizą Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego Poznaj swój kraj, żebyś go mógł gorąco ukochać. Poznaj swój kraj, żebyś umiał w nim gospodarzyć".


Ksiądz prałat Jerzy Pawlik

Byłoby jednak głupotą nie sięgać do doświadczeń innych. Szczególnie do doświadczeń słowiańskich. Jest taki naród, który przez stulecia potrafił utrzymywać mimo ogromnie niesprzyjających warunków swoją tożsamość. Warto pojechać za Odrę, aby zobaczyć na czym polega kulturowy sukces Łużyczan. Zachęcać trzeba do analizy i wniosków wypływających z kształtowania przez Łużyczan sylwetki Narodu.

Członek Honorowy PTTK ksiądz prałat dr Jerzy Pawlik wypowiedział te słowa z wielka mocą. Wielowiekowa zwycięska walka Łużyczan o zachowanie i rozwijanie swojej tożsamości fascynuje Go od lat.

To zjawisko zdumiewające i pouczające. Od tysiąclecia bez własnej państwowości, powiedzmy więcej, przez całe stulecia wobec ogromniej wrogiej presji zewnętrznej Łużyczanie zachowali swoją narodową tożsamość.

Tym fenomenem jest...

Zjawisko przetrwania, moim zdaniem, to nie tylko zjawisko historyczne, ale i współczesne. Łużyczanie chcą przetrwać jako naród. Ten imperatyw głęboko tkwi w ich świadomości. Chcą być postrzegani zgodnie z tym, co czują jako naród.

Myślę, że warto to podkreślić - przez całe wieki wiedzieli też, że muszą przetrwać i przetrwali. W czasie funkcjonowania Niemieckiej Republiki Demokratycznej mówiono o nich jako o mniejszości serbsko-łużyckiej. Wielokrotnie wówczas rozmawiałem z wieloma rodzinami z Łużyc. Mówili bardzo prosto i przekonywająco o tym, że mieszkają na tej ziemi od ponad tysiąca lat. Żyli ze świadomością, że są u siebie na własnej ziemi, że nie są przybyszami.

Wróćmy do historii Łużyczan...

Historia narzuciła im bardzo twarde warunki. Z jednej strony Saksonia, z drugiej Brandenburgia, z której przecież szedł ruch "Drang nach Osten". Brandenburgia była margrabstwem, czyli jednostką graniczną. Wynikało z tego dla Łużyczan sąsiedztwo agresywne, zmierzające do ich zdobycia. Mieli świadomość konieczności stworzenia własnej drogi do celu zamykającego się w haśle "My się nie damy", znaleźli drogę nie kontrofensywy zewnętrznej, a żmudną, wymagającą ogromnego samozaparcia umacniania wewnętrznego. Ta droga to dobry gospodarz, to szacunek do takich wartości jak, rodzina i tradycja. W budowaniu tej drogi splatał się w jedno program ekonomiczny i kulturowy. Kluczem był człowiek, rodzina, dom.

Bliskie to ujętemu przez Marię Konopnicką w Rocie hasłu Twierdzą nam będzie każdy próg.

Dokładnie tak. Z tym, że Łużyczanie czynili to od wieków. Postanowili na moralny kręgosłup narodu, rozumiejąc,że dotyczy to każdego Łużyczanina. Proszę zwrócić uwagę na to, że człowieka może trzymać prosto, albo zdrowy kręgosłup, albo gipsowy gorset, Łużyczanie postanowili na zdrowy kręgosłup. Był to klarowny wybór.

Czechy były w podobnej sytuacji geopolitycznej.


Rant (Rosenthal) - Kościół Pielgrzymkowy
(zbudowany w 1778r.)

Nie tylko Czesi. Stąd Łużyczanie postanowili nie błagać o pomoc Czechów i Polaków, ale iść razem z nimi. Stąd swoiste zapatrzenie na Czechy i Polskę. Owocowało to wieloma więzami kulturowymi.

Zachowali jednak, używając słów, księdza swój kręgosłup. Potwierdzają to między innymi publikacje Oskara Kolberga, który w ramach opracowania materiałów etnografii Słowian Zachodnich i Północnych, specjalnego tomu Łużyce.Wiele z opisywanych w latach dwudziestych XIX w. zwyczajów, pieśni i piosenek ostało się do dzisiaj.

Bo postawili również na wartości niematerialne. Tak jak w sposób mądry i zorganizowany umacniali swoje gospodarstwa, tak mądrze organizowali się w sferze kultury. Postawili na szkolenie kadry umysłowej i duchowej, a więc na nauczycieli i księży. Znamienne, że Łużyckie Seminarium Duchowne mieściło się w Pradze. Zależało im na słowiańszczyźnie, na słowiańskiej atmosferze. Na podobnej zasadzie szkolili nauczycieli. Na przełomie wieków XIX i XX, wówczas kiedy budował się na nowo ruch panslawistyczny mieli swój Instytut Literacki i Instytut Pedagogiczny.

Nie wszystko to było jednak takie proste.

Oczywiście, że nie. Wspominam o tych seminariach i instytutach jako instytucjonalnych formach trwania w trosce o własną tożsamość. Historia nigdy nie była przez ostatnie tysiąc lat łaskawa dla Łużyczan. Szczególnie fatalny był dla nich Kongres Wiedeński w 1815 r, a raczej jego konsekwencje. Północną część Łużyc tj. Dolne Łużyce, przydzielono Brandenburgii, a południową część Górne Łużyce łagodniejszej Saksonii. Na terenie Dolnych Łużyc trwały wówczas trzy presje, germanizm, protestantyzm oraz znaczny ucisk fiskalny. Ratował Łużyczan instynkt samozachowawczy. Szukali wsparcia w Górnych Łużycach, gdzie saksoński reżim był znacznie lżejszy. Nie bez znaczenia był fakt, że przeoryszą w Łużyckim Klasztorze była Łużyczanka. W każdym razie to w Budziszynie, Górnych Łużycach powstał wspomniany już instytut oraz popularny Rozhlad - Przegląd literacko-kulturalny.

Trudno jednak wszystko zawężać do dwóch elementów: do literatury i religii, nie negując ich ogromnego znaczenia.

To prawda. Była też trzecia sfera: rodzina. Rodziny łużyckie były wielodzietne. Świadomie decydowano się na korzystanie z praw biologii, aby się nie dać zgermanizować. Jeśli jedno dziecko - z różnych powodów - jakby zrywało z głęboko kulturową tradycją, pozostały inne dzieci. I to tak trwało. Pamiętam serdeczne spotkania w miejscowości Nebelczyce 8-osobowa rodzina, która stanowiła jedną małą orkiestrę. Grali i śpiewali utwory łużyckie. Dzięki rodzinom utrzymywała się też tradycja stroju ludowego. Małe dziecko patrzyło jak mama tka ich łużycki strój. Tworzyła się oprócz zainteresowania płaszczyzna emocjonalna - to jest nasze! Proszę to koniecznie zapisać: w łużyckich domach wszystkie dzieci potrafiły czytać i pisać po łużycku.


Pancicy-Kukov (Panschwitz-Kuckau) łużycki
nauczyciel opowiada o poecie
Jakubie Bart-Cisinskimb(1856-1912),
którego pomnik widoczny jest w tle (1987r.)

Pancicy-Kukov (Panschwitz-Kuckau) - Łużyczanki
w strojach ludowych w dniu Bożego Ciała (1987r.)

Czy nie zamykali się wyłącznie we własnym gronie?

Trzeba jasno sobie powiedzieć, że getta nie tworzyli. Żenili się też z Czeszkami i Polkami. Wysyłali swoich synów po naukę do Czech i Polski. Przesyłałem im niedawno stare spisy uczniów Polskiego Gimnazjum w Bytomiu. Byli tam Łużyczanie, którzy chcieli mieć słowiańską maturę. Otrzymywali też podobną pomoc z Wielkopolski, gdzie trwała podobna do nich praca organiczna. Rodzina była nośnikiem tożsamości narodowej.

Nie ograniczali się jednak tylko do tego.

Łużyczanie działali i działają bardzo ofensywnie. Jeszcze przed rokiem 1933 zbudowali Serbski Dom w Budziszynie. Znajduje się tam dzisiaj muzeum i redakcja "Domowiny". Wydawali i wydają dzienniki, tygodniki, kalendarze. Duże oparcie mają w kościele katolickim. Na pomniku jego pamięci na zewnętrznej ścianie kościoła w Chodzieży znajduje się tablica upamiętniająca wizytę w 1975 r. kardynała Karola Wojtyły. Na Łużycach trwało i trwa budowanie - używając języka przenośni - wielkiego "domu" Łużyczan. Składa się na to wiele bardzo konkretnych cegiełek. Stąd w Radzie Europy uzyskali status mniejszości europejskiej. To budzi szacunek i zmusza do refleksji.

Z księdzem dr. Jerzym Pawlikiem rozmawiał: Andrzej Gordon. Zdjęcia: Piotr Krzywda

Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk.
Korekta: Elżbieta Matusiak-Gordon
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT