PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
1 (14)/2004
ISSN 1642-0853

XXXII Międzynarodowy Konkurs Krasomówczy Przewodników Golub 2003


Tradycyjnie na konkursach krasomówczych w Golubiu-Dobrzyniu na zamku jest serdeczna, gorąca atmosfera i słotna, zimna, nieraz śnieżna aura na zewnątrz. Tym razem to pierwsze, oczywiście, było spełnione, ale to drugie wyjątkowo nie, mimo że była to druga połowa listopada (21-23) i wcześniej w niektórych regionach kraju pojawił się już śnieg.

Na zamek przybyli przewodnicy, chciałoby się powiedzieć, z całej Polski. Niestety, od kilkunastu lat nie wszystkie regiony kraju są reprezentowane, tak jak to bywało w pierwszych latach konkursu, gdy występował Bohdan Grzymała-Siedlecki, Krystyna Dąbkowska-Sałyga,Jerzy Borucki , JózefWysocki. Na XXXII konkurs, podobnie jak w kilku ostatnich latach, najliczniejszą grupę uczestników i obserwatorów stanowili młodzi przewodnicy z Warszawy. Jednak byli też przedstawiciele Pomorza Zachodniego, pobliskiego Inowrocławia i dalekiego Zamościa, Częstochowy, no i lwowiacy, a ściślej urokliwe lwowianki pod wodzą niezmordowanego Kazimierza Dąbrowskiego. Byli również mieszkańcy Golubia-Dobrzynia, przedstawiciele władz miasta, powiatu, regionu. Zebranych, uczestników konkursu, obserwatorów i honorowych gości przywitał, jak co roku, kasztelan na zamku golubskim, jego dyrektor Zygmunt Kwiatkowski. Energiczny i pełen werwy, niepomny, że poprzedniego dnia obchodzone były na zamku jego 70. urodziny (a właściwie należałoby powiedzieć o Zygmuncie, że ma: 3 x 23 + rok!).

Witając zebranych przewodników i przyjaciół zamku, imiennie prawie każdego z obecnych, przywitał przybyłą na konkurs starościnę Henrykę Zawadzką, burmistrza Golubia-Dobrzynia Romana Tasarza i wiceburmistrza Wojciecha Kwiatkowskiego, fundatorów nagrody publiczności, a także wybitnych golubian: komendanta straży pożarnej Krzysztofa Michałowskiego, zarazem członka Oddziału PTTK i mistrza w strzelaniu z kuszy, dodając, że jego zawodowe interwencje, mimo gorącej atmosfery na zamku, nie są potrzebne, bo działa dobrze prewencja! Podobnie jak opieka medyczna, którą reprezentował dyrektor szpitala Piotr Karankowski oraz Irenę Miler z oddziału PTTK.

Przywitał też obecnego na sali seniora przewodników, starszego od siebie o 24 lata warszawskiego przewodnika Stanisława Nawrockiego oraz ambasadora kultury polskiej we Lwowie Kazimierza Dąbrowskiego i stałą uczestniczkę konkursów Magdalenę Łubieńską z Torunia. Powitał także opiekuna przewodników zagranicznych Krzysztofa Przygodę, krajoznawcę i obserwatora chyba wszystkich konkursów Henryka Brodziaka z Inowrocławia, przewodniczącą Głównej Komisji Przewodnickiej PTTK Elżbietę Strzępek oraz członków ZG PTTK Adama Gostyńskiego i Andrzeja Konarskiego. Przedstawił również jury XXXII konkursu w osobach: profesora Jerzego Bralczyka - przewodniczącego oraz Elżbietę Strzępek, redaktorów - Macieja Kamińskiego i Andrzeja Dryszela oraz mgr Jana Meiznera, który w eliminacjach pełnił funkcję sekretarza jury. Uroczystego otwarcia XXXII konkursu dokonała starościna golubsko-dobrzyńska Henryka Zawadzka, a przewodniczący konkursu, to znaczy Zygmunt Kwiatkowski, przypomniał regulamin i obwieścił rozpoczęcie 10-minutowych (bo takie są w eliminacjach) wypowiedzi przewodników, w kolejności ustalonej dnia poprzedniego.

Jako pierwszy wystąpił Ryszard Pasternak z Warszawy, przedstawiając swoje miasto, a tytuł wypowiedzi dał zapożyczony z piosenki Ireny Santor: Maleńki znak na mapie świata. Mówił bardzo sugestywnie, z gestykulacją, może nazbyt mocną i przyznam, że bardziej przemawiało do mnie jego wystąpienie tu na zamku w Golubiu-Dobrzyniu sprzed wielu lat, gdy wygrał konkurs. Po nim wystąpiła Katarzyna Tucholska, również z Warszawy, prezentując trudny, ale jakże ważki temat "Młodość Janusza Korczaka w Warszawie", drogę życiową tego lekarza, pedagoga, pisarza, przyjaciela i opiekuna dzieci aż do końca, do męczeńskiej śmierci razem z nimi.Wciąż jest aktualne i wciąż niespełnione powiedzenie Janusza Korczaka, przytoczone w jej wystąpieniu, że Dzieci nie będą dopiero, ale już są ludźmi! Była to bardzo ciekawa wypowiedź.

Zaraz po niej jeszcze jeden bardzo trudny i mocny w swej wymowie temat: "Wieś Przebraże - symbol walki o biologiczne przetrwanie ludności polskiej w latach 1943-1944". Jak mało wiemy o historii naszego narodu przed pół wiekiem, o bohaterskiej walce ludności cywilnej i żołnierzy Armii Krajowej z bandami ukraińskimi mordującymi ludność polską na Wołyniu. Przecież jeszcze parę lat wcześniej żyli tu zgodnie Polacy i Ukraińcy, Niemcy, Czesi, Ormianie...Teraz jedynym śladem, że byli tu kiedyś Polacy są zarośnięte trawą cmentarze. Wzruszyła nas Mirosława Butyńska, reprezentująca na konkursie właśnie Ukrainę, swoją opowieścią o tamtych tragicznych dniach.

Magdalena Tarnas mówiła o Fryderyku Chopinie i jego warszawskich latach. Jej ciepły głos słyszeliśmy tutaj już kilka razy na poprzednich konkursach. W tym roku, tak jak w tamtych latach, mówiła interesująco o tej wybitnej postaci - o najmłodszych latach Fryderyka, gdy już grał i komponował, choć jeszcze nie potrafił zapisać nut, i o późniejszych czasach, aż do opuszczenia przezeń Warszawy i kraju.

Opowieść o zamkach na kresach wschodnich przedstawił nam Kazimierz Dąbrowski. Broniły one kresów Rzeczpospolitej w dawnych wiekach - Wysoki Zamek we Lwowie, Zbaraż, Olesko i Złoczów, pamiętające Sobieskich i Wiśniowieckich, Podhorce z zamkiem Sanguszkówjrembowla, gdzie Anna Chrzanowska, żona dowódcy załogi, nie dopuściła do zdobycia zamku przez Turków, Chocim, Koniecpol. Pan Kazimierz przypomniał piękne karty zapisane w historii swego miasta i naszego narodu. Mówił 0 losie tych miejsc do niedawna opuszczonych, zapomnianych. Dopiero teraz nasi rodacy pracujący w polskich firmach na Ukrainie przywracają dawny ich kształt. Jak co roku pan Kazimierz wzruszał nas swą opowieścią.

O Lwowie mówiła także Grażyna Basarabowicz, o kamieniczkach w tym mieście; w jednej z nich, przed prawie 80 laty, urodził się Adam Hanuszkiewicz. Opowiedziała o kawiarence - cukierni "Atlas", której nazwa wywodzi się od nazwiska Żyda, wynalazcy "leczniczej" wódki i o Henryku Zwierzchowskim, stałym jej bywalcu, prawniku i poecie zarazem.

Przedstawicielka młodzieży przewodnickiej Warszawy Emilia Palankiewicz mówiła o różnych, nie tylko jasnych sprawach zdarzeniach w swoim mieście, o karach, jakie stosowano zawystępki przeciwko obyczajności, a wystąpienie zatytułowała "Hultaje i wszetecznice w dawnej Warszawie".

Magdalena Jakubowska z Międzyzdrojów, od wielu lat tylko obserwator konkursów, w tym roku zdecydowała się wystąpić. Magda była naszą przewodniczką po wyspie Wolin. Razem z nią spacerowaliśmy wśród trzcin i ptasich oczeretów rezerwatu ornitologicznego po "Krainie 44 wysp", jak zatytułowała swoją wypowiedź.

Ponownie warszawianka - Renata Pławczyk - zaprowadziła nas do pałacu Pod Blachą, opowiadając o jego dziejach.

Wzruszającą opowieść o Arturze Grottgerze i jego ukochanej muzie - Wandzie Monne - przedstawiła nam ich krajanka Barbara Pacan ze Lwowa. Hanna Jankiewicz z Inowrocławia opowiedziała nam o Matce Boskiej Iicheńskiej i o pobożnym pomocniku kowala - Tomaszu Kłosowskim, później dzielnym żołnierzu króla polskiego. Prażanin Michał Kołodziejczyk mówił o swojej dzielnicy - prawobrzeżnej Warszawie, niesłusznie uważanej za gorszą część stolicy. Maria Jamroż z Zamościa opowiedziała o rodzie Zamoyskich: Tomaszu z Łaźmina - protoplascie rodu oraz Janie - kanclerzu królewskim i hetmanie wielkim koronnym, założycielu jej miasta.Adam Jakubowski zaprosił nas nad morze, na wyspę Wolin. Jak zawsze ze swadą, interesująco oprowadzał po Wolińskim Parku Narodowym, po "żubrowisku"; dowiedzieliśmy się, jakie imiona mają żyjące tam na wolności żubry i jakie są ich zwyczaje. "śmiesznostki i ciekawostki Warszawy" - to temat wypowiedzi Krystyny Siemińskiej, ale znalazły się w nim sprawy poważne i trudne, jak odważny czyn Alka Dawidowskiego i działania małych sabotażystów warszawskich podczas drugiej wojny światowej.

O ulicy Łyczakowskiej, tej najbardziej lwowskiej ulicy, o żyjących przy niej "Łyczkach", czyli chłopach, i o lwowskich batiarach, o Tońciu i Szczepciu z "Lwowskiej fali", o śpiewanej tragedii związanej z panną Franciszką i o polskiej tragedii mieszkańców Lwowa, do którego trzykrotnie wchodziły obce wojska, mordując i wywożąc do nieludzkiej ziemi mieszkańców, i o lwowiaku Jerzym Michotku, śpiewającym pieśń o Łyczakowskiej Matce Boskiej - to była wzruszająca opowieść Jadwigi Pańkowskiej.

"O nieznanych mieszkańcach Warszawy" - tak zatytułowała swą wypowiedź Honorata Stafiej. Przygotowani na podobnych nam z urodzenia mieszkańców, zdziwieni usłyszeliśmy, jak to łoś urodzony na Białorusi zawędrował do Puszczy Kampinoskiej, o żyjących tam bobrach, o dziku, który pojawił się na ulicach stolicy i sokole imieniem Almira.

Jan Wacław Derejczyk, przewodnik z Częstochowy, oprowadzając nas podczas swej wypowiedzi po Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej, zaprowadził nas do małej miejscowości Gidle, gdzie, jak głosi miejscowa opowieść, przed pięcioma wiekami rolnik Jan Czeczek, orząc pole, wyorał malutką figurkę Matki Boskiej, uznaną za cudowną, która znajduje się teraz w kościele Ojców Dominikanów, i do której przybywają pielgrzymki z różnych stron kraju.

Znając punktację wszystkich wypowiedzi podczas eliminacji, już wiedzieliśmy, kto znalazł się finale, jednak zawsze czeka się niecierpliwie na oficjalny werdykt jury. Profesor Jerzy Bralczyk, omawiając wypowiedzi uczestników konkursu, jak zawsze błyskotliwie i dowcipnie scharakteryzował je i podał kilka prawd do wierzenia mówcom, ale także słuchaczom, i do stosowania podczas wypowiedzi. Oto one:

  • Należy myśleć o tym, o czym się mówi, a nie należy "czytać z głowy", bo czasami w takiej wypowiedzi "słychać szelest przewracanych kartek".
  • Ludzie nas usłyszą (i zrozumieją), gdy my będziemy rozumieli to, co mówimy i trzeba samemu słyszeć, co się mówi, aby lepiej kontrolować swą wypowiedź.
  • Wypowiadany tekst ma powstać prawie jednocześnie u niego (mówcy) w głowie, u niego na języku i u mnie (słucha cza) w uchu, u mnie w umyśle i jeszcze także w duszy.
  • Można mówić spontanicznie, ale też tak opanowanie, by wydawało się, że jest to spontaniczne.
  • W sztuce mówienia największą sztuką jest ukrycie sztuki, a dobry mówca nie powinien okazywać, że jest dobrym mówcą.
  • Nawet jak ma się jakąś wadę, to należy z niej zrobić zaletę.
  • Mówienie jest grą na wielu instrumentach: głos, fonetyka, składnia, gest.
  • Gesty pomagają zapamiętać wypowiedź, ale gest nie może być spóźniony w stosunku do słów.
  • Różne są funkcje mówienia: ma pouczać, ma wzruszać, nie raz do łez, ma przekonywać i namawiać, można też delektować się wypowiedzią - bo parokrotnie tu na tej sali żałowaliśmy, że już zabrzmiał gong i kończy się wystąpienie.
  • Dobra rozmowa w XVIII w. była rozkoszą i teraz czasami też tak bywa.
  • Trudną cechą jest dobrze mówić, ważną - umieć słuchać.

Nadszedł wreszcie niedzielny finał konkursu, do którego zakwalifikowało się pięć pań - po raz pierwszy w historii konkursów tak zdominowała finał płeć piękna - Magdalena Tarnas, Barbara Pacan, Emilia Palankiewicz, Grażyna Basarabowicz, Jadwiga Pańkowska (trzy lwowianki i dwie warszawianki). Różnice w punktacji niewielkie, za to emocje ogromne. Jak zwykle wystąpienia finałowe poprzedziło losowanie kolejności i przypomnienie sekretarza konkursu, którym w finale został Zygmunt Kwiatkowski, że wystąpienie finałowe trwa 15 minut, a potem jest jeszcze krótka, trzyminutowa wypowiedź na wylosowane jedno spośród pięciu pytań przygotowanych przez organizatorów. Pierwsze wystąpienie wylosowała Magdalena Tarnas, a najtrudniej tu być pierwszym. Mówiła o Starym Mieście w Warszawie i wraz z nią znaleźliśmy się wśród kamieniczek Rynku Starego Miasta, które jak Feniks z popiołów powstały z gruzów, piękniejsze i młodsze. Oglądaliśmy zamek, gdzie przed wiekami król był bliskim sąsiadem mieszczan warszawskich, i kolumnę z królem Zygmuntem Wazą, co krzyżem oraz mieczem bronił Warszawy i padł razem z roztrzaskaną kolumną. Byliśmy na Kanonii, tym magicznym miejscu Warszawy i w katedrze św. Jana - panteonie wybitnych Polaków. Magda ma tę przedziwną zdolność prowadzenia i opowiadania z uśmiechem, swobodnie, ciepło, bezpośrednio do nas tak, że chciałoby się być na wycieczce, na której ona byłaby przewodnikiem. Czy jury konkursu też tak odebrało jej wypowiedź? Nie wiem.

Jadwiga Pańkowska, występująca jako druga, mówiła o Żółkwi, niewielkim mieście w pobliżu Lwowa, które w przeszłości broniło wstępu do wnętrza kraju, gdzie polska przeszłość związana z hetmanem Żółkiewskim, królem Janem III Sobieskim i królewiczami Jakubem oraz Konstantym, zacierana była przez władze radzieckie. Przez wieki żyli tu przecież zgodnie Polacy, Rusini, Ormianie, Żydzi, a rządzeni byli sprawiedliwie.W kościele św. Wawrzyńca, ufundowanym w końcu XVI w. przez hetmana Stanisława Żółkiewskiego, w roku 1946 urządzono magazyn, na jego marmurowej posadzce rozpalano ogniska, zniszczono zabytkowe wnętrze, figurze ukrzyżowanego Chrystusa oderwano stopę, rękę. Na fali pierestrojki przywrócono właściwą funkcję, powoli następuje odbudowa kościoła. Jadzia potrafi opanować się, ale można było odczuć, że jej wypowiedź o tej ziemi, na której żyje, rodzi się głęboko w duszy, jest jej bardzo bliska, a przez to i bliska nam, słuchaczom. W wylosowanym pytaniu o stolice Polski, wymieniając Gniezno, Kraków i Warszawę, słusznie dodała, że przecież królowie polscy także przebywali we Lwowie.

Barbara Pacan, także lwowianka, zaprowadziła nas w swej wypowiedzi na plac Mickiewicza we Lwowie i opowiedziała ciekawą oraz bogatą historię tego salonu jej miasta. Zmieniały się nazwy i monumenty tu stojące, bo był placem Ferdynanda oraz placem Mariackim, gdy stała tu kolumna Maryjna, a gdy w roku 1905 postawiono pomnik wieszcza projektu Antoniego Popiela, przyjął obecną nazwę.To przy tym placu znajduje się słynny Hotel George'a z płaskorzeźbą św. Jerzego na frontonie, dłuta także A. Popielą. W tym hotelu zatrzymywali się słynni Polacy, to z balkonu tego budynku śpiewał Jan Kiepura, to tutaj odbywały się słynne bale XIV Pułku Ułanów Jazłowieckich. W sąsiedztwie Ignacy Łukasiewicz miał swoją aptekę, a w pobliskim szpitalu po raz pierwszy podczas operacji zastosowano jego wynalazek - lampę naftową. Mówiła o swoim mieście, bohaterskim i tragicznym, które przed wojną, jako jedyne, w 1920 r. marszałek Józef Piłsudski odznaczył krzyżem Virtuti Militari. Odpowiadając na dodatkowe pytanie o najważniejszych świętach Polaków, powiedziała, że dla nich, we Lwowie, najważniejsze było Boże Narodzenie i Wigilia, bo wtedy, na pasterce, odprawianej wcześniej niż gdzie indziej, bo o godzinie szóstej wieczorem, by ludzie z dalekich stron mogli przed nocą powrócić do domu, można było śpiewać polskie kolędy.

Bliski Polakom we Lwowie, bliski i nam mieszkającym w kraju, a zarazem bolący temat - cmentarz Orląt Lwowskich - wybrała Grażyna Basarabowicz.To na tym cmentarzu spoczęli młodzi, bohaterscy lwowiacy, broniąc swego miasta w 1918 r. przed powstaniem ukraińskim. Pośród prawie trzech tysięcy pochowanych obrońców są tu także lotnicy amerykańscy i piechurzy francuscy, idący na pomoc Polakom. Prochy obrońców Lwowa, wybrane spośród innych mogił, nekropolii i miejsc walk, stały się symbolem odrodzonego po pierwszej wojnie państwa polskiego w Grobie Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Cmentarz, niszczony przez czołgi i spychacze radzieckie, przez którego teren miano przeprowadzić drogę, dzięki wysiłkowi pracujących w tym mieście Polaków i pomocy polskich firm zatrudnionych na Ukrainie przywracany jest do pierwotnego stanu. Czy do końca taki się stanie - czas pokaże. Wśród bitew istotnych dla sprawy niepodległości Polski, ta o Lwów w roku 1918 i ta w dwa lata później w roku 1920 z nawałnicą Armii Czerwonej, miały bardzo wielkie znaczenie - obroniły polskość i Polskę. Taka była odpowiedź mieszkanki Lwowa na wylosowane pytanie dodatkowe.

Wystąpienia finałowe zakończyła wypowiedź Emilii Palankiewicz. Przywołała ona czasy Stanisława Augusta Poniatowskiego, mówiąc o jego malarni. Wykształcony król, znawca sztuki, wybitny mecenas. To dzięki jego myśli, a i hojnemu sponsorowaniu, mówiąc współczesnym językiem, wielu uzdolnionych, młodych ludzi mogło dalej kształcić się i rozwijać talent. Jednocześnie artyści z ukształtowanym warsztatem mogli tworzyć dla Warszawy i dla swej nowej ojczyzny - jak Marceli Bacciarelli, Bernardo Bellotto zwany Canalettem, spolszczony Piotr Norblin i inni.To właśnie Bacciarelli na życzenie króla stworzył królewską malarnię - przyszłą Akademię Sztuk Pięknych, otrzymując na nią ze szkatuły monarchy 5 000 dukatów. To tu powstawały portrety placów, ulic i pałaców Warszawy, a także portrety możnych ówczesnej stolicy. Każda dama chciała być namalowana piękniejszą niż była w rzeczywistości, a jak mawiał właśnie Bacciarelli - wszystkie królewny i księżniczki urodziły się piękne. Cóż, malarz musi być pochlebcą.

Wszystkie finałowe wystąpienia były piękne, ciekawe, zawierały bogaty zasób informacji i pretendowały do pierwszej nagrody, żadne z nich też nie było na podobnej zasadzie, laćanie jury było ciężkie.Werdykt zaskoczył chyba wszystkich: trzy pierwsze miejsca dla przedstawicielek Lwowa, dwa dalsze dla reprezentantek Warszawy:

  • miejsce - Barbara Pacan,
  • miejsce - Jadwiga Pańkowska,
  • miejsce - Grażyna Basarabowicz,
  • miejsce - Emilia Palankiewicz,
  • miejsce - Magdalena Tarnas.

Wyróżniono także ciekawe wypowiedzi Adama Jakubowskiego i Michała Kołodziejczyka, którym zabrakło ułamków punktów, aby znaleźć się w finale. Barbara Pacan zdobyła jeszcze i inne nagrody: dla najlepszego przewodnika spoza Warszawy od warszawskiego biura turystycznego "Trakt" - dwudniową wycieczkę po Warszawie, od "Gazety Pomorskiej" (była to teczka z tajemnicą!), a także nagrodę marszałka województwa zachodniopomorskiego. Marszałek Wielkopolski przekazał dla pięciu najlepszych wystąpień nagrody w postaci krajoznawczych kaset o Polsce, które wręczył z gratulacjami od marszałka i zarazem od prezesa PTTK Lech Drożdżyński, przedstawiciel Urzędu Marszałkowskiego i jednocześnie wiceprezes Zarządu Głównego PTTK. Nagrodę publiczności, ufundowaną przez burmistrza Golubia-Dobrzynia, dużą większością głosów zdobyła Grażyna Basarabowicz.


Wręczenia nagród i wyróżnień -
przy mikrofonie E. Strzępek i Z. Kwiatowski

Tak naprawdę nagrody należały się wszystkim uczestnikom XXXII Międzynarodowego Konkursu Krasomówczego Przewodników - za piękne, słowem malowane prezentacje swoich regionów i bliskich im postaci historycznych, za wielki ładunek krajoznawstwa i patriotyzmu. Wielka nagroda i podziękowanie należy się też temu, który wymyślił, zorganizował i przez 32 lata zaprasza przewodników oraz miłośników piękna polskiej mowy do siebie na zamek - Zygmuntowi Kwiatkowskiemu. Częściowo takie podziękowanie otrzymał, bowiem na zakończenie konkursu otrzymał medal wojewody kujawsko-pomorskiego za kultywowanie i propagowanie polskiej historii oraz polskiej kultury, za krzewienie patriotyzmu i umiłowania własnej ziemi.

Żegnając się, mówiliśmy do widzenia tu w Golubiu-Dobrzyniu za rok na XXXIII konkursie. Wówczas znów mury tego szacownego zamku, życzliwego przewodnikom, wypełni brać przewodnicka i zabrzmią piękne opowieści o tym, co jest im bliskie i drogie.

Tekst i zdjęcia Andrzej Konarski

Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk.
Korekta: Elżbieta Matusiak-Gordon
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT