PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
1 (14)/2004
ISSN 1642-0853

Zapraszamy do lektury "Gościńca"!


polecamy numery:


Trafiła do moich rąk urocza i mądra książka zmarłego w ubiegłym roku profesora Antoniego Mączaka pod znamiennym tytułem Historia jest we mnie. Tytuł każdy z polskich krajoznawców mógłby przyjąć za własny. Każdy bowiem z upatrujących w wędrówkach poszukiwania własnej, to jest indywidualnej i zbiorowej tożsamości, traktuje historię jako sferę osobistych odkryć, prawd i zdziwień. Jest świadomym ogniwem zdarzeń w swojej wymowie i pięknych, i strasznych albo z pewnością pragnie nim być. Kiedy rodziło się współczesne krajoznawstwo, kiedy Polski nie było na mapach politycznych świata, zaczęto dbać o to, aby nasza historia była obecna w sercach i w świadomości. Dzisiaj w epoce globalizacji, w czasie coraz mocniej stawianego postulatu światoznawstwa, trzeba dobrze pamiętać o sensie przekraczania w ludzkiej świadomości granic myślenia jednostki, granic ojcowizny, regionalizmu i patriotyzmu.

Samo dążenie do - słusznego zresztą - ogarniania coraz większych przestrzeni, owej tożsamości potrzebuje jak kania dżdżu. Mądre książki profesora Mączaka bardzo to ułatwiają. Wielu z nas sięgało nie do jego Życia codziennego w podróżach po Europie w XVI i XVII wieku do Peregrynacji, wojaży, turystyki czy wreszcie do Odkrywania Europy. Podróży w czasach renesansu i baroku. W najnowszej, tegorocznej książce Profesor przypomniał pewien list, a raczej fragment listu.

Czyż muszę powtarzać sobie, że "Natura" Attyki byłaby bardziej poetyczna bez "Sztuki", bez Akropolu, bez świątyni Tezeusza? Bez wszystkich tych greckich i wspaniałych pomników jej doskonale sztucznego geniuszu? Spytaj wędrowca, co uderza go jako najbardziej poetyczne. Pantenon czy skała, na której stoi? Kolumny Przylądka Collona czy sam ten Przylądek?

Zdumiewa czas, autor i adresat owego listu. Tak bowiem w 1821 r. (tak, tak!) pisał George Byron do swojego wydawcy, którego nazwisko mało komu coś mówi. A powinno. Przynajmniej nam turystom-krajoznawcom. Otóż w minionym roku minęło 100 lat (to nie pomyłka) od wydania przez Johna Murraya Handsbooks for Travellers, w którym 30 lat po ukazaniu się znanych nam świetnie 80 dni dookoła świata (ta powieść Juliusza Verne ukazała się w roku powstania polskiego, a raczej jeszcze podówczas Galicyjskiego Towarzystwa Tatrzańskiego - 1873 r.) radził, jak pobić turystyczny rekord Phileasa Fogga.

Zafascynowały mnie owe podręczne książki dla wędrowców. Ze wzruszeniem sięgałem do wydanego tuż przed drugą wojną światową poradnika Z plecakiem przez Karpaty. Podręcznik turystyki górskiej, letniej i zimowej autorstwa Adama K. Zielińskiego.

Tam oprócz szczegółowych porad w co się ubrać, idąc w góry, jak odczytywać mapy, cozjeść, z jaką apteczką udać się w góry itd., wśród dziesięciu przykazań dla turysty górskiego znalazłem szczególnie ważne, dziesiąte:

Nie szukaj w górach rekordu, lecz duszy gór.

Współcześnie zgromadzone przez wieki ludzkie doświadczenia i oczywiste prawdy są przekazywane coraz bardziej nowocześnie. Książki uzupełniają ciekawe filmy czy specjalistycznie przygotowywane CD-ROMy. Jedno jednak się nie zmienia. Tym, co się nie zmienia jest antropocentryzm, a ściślej bardziej lub mniej zaszyfrowane ludzkie przesłanie. Od jednego do drugiego człowieka albo do grupy ludzi. I tutaj szczególna rola ludzi z przewodnicką blachą i przodowników turystyki kwalifikowanej. W starym, z ponad 70-letnią metryką poradniku Adama K. Zielińskiego przodownik to najważniejszy (...) wyznaczony z góry na cały czas rajdu lub też na poszczególne etapy. Na danym odcinku przodownik jest odpowiedzialny za wybór drogi i prowadzi on zespół na szlaku idąc na czele, reguluje tempo, ustala odpoczynki i etapy (...).

Kiedy pokazałem owe rozpisanie zadań przodownika przewodniczącemu Komisji Imprez na Orientację ZG PTTK, Dariuszowi Zającowi, ów zaczął z właściwym sobie wdziękiem pokrzykiwać, że ma na piśmie dowód, że o przodownikach pisano jeszcze przed wojną, że nie będzie musiał tłumaczyć, że to żywcem przejęte określenie z ruchu przodownictwa pracy, że byli i uczyli już drzewiej... Dla Dariusza Zająca znaczenie funkcji przodownika turystyki było tak samo oczywiste, jak dla tych kilkudziesięciu tysięcy osób w Polskim Towarzystwie Turystyczno-Krajoznawczym, które serdecznie i z pietyzmem sprawowali i sprawują te społeczne funkcje. Nie dla wszystkich jest to jednak sprawa oczywista. Gdy prowadziłem zajęcia z prawa w turystyce dla studentów, musiałem z pewnym zażenowaniem tłumaczyć im swoistą schizofrenię prawa. Ten sam minister edukacji narodowej (nie dotyczy to obecnej pani minister, bowiem sprawa ma źródła wcześniejsze) jako minister właściwy do spraw oświaty uznaje funkcje przodownika turystyki kwalifikowanej (raz nawet z dodaniem "przodownika PTTK") za osobę godną prowadzenia wycieczek oraz pełnienia funkcji wychowawcy placówek wychowawczych dzieci i młodzieży. Jednak już jako minister do spraw kultury fizycznej ten sam urząd ograniczył w organizacji kadrę cytuję w szczególności biwaków, obozów, rajdów, zlotów, spływów, turniejów, festynowi zawodów amatorskich do kadry w rozumieniu ustawy o kulturze fizycznej, gdzie jako żywo przodownik już nie figuruje. Jest natomiast instruktor rekreacji o specjalności, na przykład, kajakarstwo po 150-godzinnym kursie z 80-godzinną (!) praktyką.Cóż to jest wobec przodowników, którzy aby dostąpić przyjęcia na kurs przodownicki o podobnym wymiarze czasowym muszą w przypadku turystyki kajakowej mieć za sobą przynajmniej 1000 km udokumentowanych kajakowych wędrówek. Smutne to i denerwujące.

Przed i po profesorze Mączaku uczono nas, że historia jest nauczycielką życia. Okazuje się, że nie dla tych, którzy kształtują unormowania prawne turystyki. Dla nich tradycje polskiego ruchu turystycznego są jakby bez znaczenia. Napisałem jakby, bo jednak w ustawie o usługach turystycznych (jedynym unormowaniu w sferze turystyki, jakby ona ograniczała się wyłącznie do usług) znalazł się zapis o roli PTTK w sferze przewodnictwa, konkretnie osoby, które przed wejściem w życie ustawy (...) 2/zdały egzamin przewodnika turystycznego w Polskim Towarzystwie Turystyczno-Krajoznawczym, albo u innego organizatora szkolenia w zakresie obowiązującym w Polskim Towarzystwie Turystyczno-Krajoznawczym (...) stają się odpowiednio przewodnikami turystycznymi (...) w rozumieniu ustawy.

Jednak o przodownikach, poza dwoma rozporządzeniami ministra edukacji narodowej (z 21 stycznia 1997 r. i z 8 listopada 2001 r), gdzie wprost zapisano ich rolę, nigdzie nic nie ma. Budzi to nie tylko pytania samych zainteresowanych, czy to, co robiąpro publico bono jest legalne. Ależ jest. Szkoda tylko, że wielokrotne wystąpienia władz PTTK o czytelne zapisanie norm ciągle nie mogą się doczekać wła­ściwego zrozumienia. Chyba że komuś chodzi o zakwalifikowanie przodowników do tzw. szarej strefy. Niestety, zapomina się, że robiąc tę zacną i pożyteczną grupę na szaro udowadnia się, że komuś brakuje komórek. Tych szarych. Tak obecnie potrzebnych.

Redaktor Naczelny

Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk.
Korekta: Elżbieta Matusiak-Gordon
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT