PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
5 (13)/2003
ISSN 1642-0853

XII Mistrzostwa Polski w nocnych marszach na orientację


Czy może przejeżdżałeś między dziesiątym a dwunastym października przez Kozienice, a do tego nocą? Jeśli tak, to pewnie zastanawiałeś się nad obecnością dużej liczby osób w różnym wieku przemieszczających się po okolicach z mapami w ręku i latarkami na głowie. Pewnie zaskoczy Cię informacja, że nie była to kolejna impreza integracyjna czy survival’owa, a tylko XII Nocne Mistrzostwa Polski w Turystycznych Marszach na Orientację. Ranga najwyższa z możliwych w marszach na orientację, nic więc dziwnego, że zjawiła się tam prawie cała czołówka zawodników.

To, że nie była to najliczniejsza impreza - jeśli chodzi o liczbę uczestników - organizatorzy zawdzięczają częściowo sobie, bowiem radomiacy przyzwyczaili nas już do wyjazdów w tereny odległe od cywilizacji. Do takich miejsc rzadko dojeżdża się bardzo szybko, czasem podróż zajmuje więcej czasu niż same zawody. Często nie można znaleźć bazy, w której "na odcinku" sanitarnym byłoby wszystko tak, jak byśmy chcieli. Biorąc pod uwagę jeszcze do tego zbyt małą liczbę organizatorów bezpośrednio na poprzednich zawodach, trudno byłoby się spodziewać bazy przepełnionej ludźmi.


Sekretariat zawodów w zespole szkół w Kozienicach

No cóż. Wszystkim, którzy tak myśleli muszę powiedzieć, jak ogromnie się pomylili. I to chyba na każdym stopniu.

Pojawiłem się w piątek, tuż przed startem do pierwszego etapu. Kto mnie zna, wie dlaczego. Packolot (nazwa własna pojazdu, którym się zazwyczaj przemieszczam) osiąga wprawdzie prędkość bliską drugiej prędkości kosmicznej, ale zawsze są jeszcze trudności natury obiektywnej i różne przeszkody naturalne (typu remont mostu - objazd 20 km, czy korek na Górze Kalwarii - objazd 40 km). Romek (Trocha - to z nim startowałem) już nas (był jeszcze Jankes - w tym momencie jeszcze aktualny mistrz w nocnych Mistrzostwach Polski, Anka P. i Lens) wypatrzył i wyjaśnił, w którym miejscu zarezerwował nam nocleg. Potem szybko (spróbujcie wolno na radomskiej imprezie! Pół minuty spóźnienia i po Was) do autokaru i na start.


Seniorzy na nocnej imprezie podczas rozpracowywania mapy

Juniorzy na jednym z nocnych etapów

Etap pierwszy - "Kostka". Koncepcja coś mi przypomina. Tytułowa kostka przedstawiona w perspektywie składa się z trzech widocznych ścian. W rzeczywistości te trzy ściany są fragmentem (3/4) kwadratowej, płaskiej mapy "naciągniętej" na widoczną część sześcianu. Kostek jest aż osiem, wszystkie nie zamienione względem siebie. Punktów na mapie sporo; będziemy pod koniec biegać. Ponieważ skala jest nieznana, z punktem pierwszym, zaznaczonym na skrzyżowaniu, mamy spore kłopoty (jak zwykle początek zawsze u nas jest najgorszy). Szkoda, że następnej krzyżówki Piotrek (Wieczorek - budowniczy EI i EII) nie oznaczył również lampionem - niechybnie byśmy go potwierdzili i 25 punktów karnych na starcie jak znalazł. Drobna korekta skali i jesteśmy "na mapie". Dalej problemy z PK4, którego na szczęście możemy pominąć; mamy w końcu potwierdzić 23 z 24 Punktów Kontrolnych. Na szczęście, bo go nie znajdujemy. Później idzie gładko, jeśli nie liczyć PK14, ukrytego w cienkich brzózkach. Tu tracimy kilka minut. Znalezienie (zwłaszcza w nocy) biało-czerwonej kartki papieru owiniętej dokoła jednego z setek białych drzewek jest naprawdę upiornie trudne. Z opresji tej wychodzimy jednak zwycięsko. Ostatnie kłopoty na tym etapie czekają nas na kostce ósmej. Nie dość, że podejrzewamy (i słusznie!) zlustrowanie tego fragmentu mapy, to jeszcze jedna ze ścieżek naniesionych na mapę w terenie biegnie w przeciwnym kierunku. Oczywiście, to powoduje, że za chwilę my też biegniemy, lecz już we właściwym kierunku - do mety. Tam czeka bułka i napój, co regeneruje nas do tego stopnia, że gotowi jesteśmy udać się na drugi etap Piotrka "Dziwny iteenerer". Tu parę słów wyjaśnienia: "iteenerer" to sposób przebycia trasy zgodnie z zasadami określonymi na mapie bardzo fragmentarycznej. Strzałki pokazane na fragmentach mapy (czasem jedynie schematycznych, np. skrzyżowanie w kształcie litery "T") pokazują kierunek wejścia na dany kawałek mapy i wyjścia z niego. Nie ma żadnej, nawet poglądowej mapki zawierającej jednocześnie start i metę. Mimo to wszyscy szczęśliwie docierają na metę bez większych strat, a niektórzy nawet próbują zrobić drugie kółko, bo punktów mają za mało... Trasa bardzo ciekawa.

Po powrocie do bazy, oczywiście, długie Polaków rozmowy toczyły się jeszcze przez parę godzin. Rano niektórzy uczestnicy udali się na zawody biegowe (trzeba mieć zapał!) do Zamościa, inni odwiedzili park wodny w Kozienicach (wliczony w cenę uczestnictwa w zawodach!!!), a potem obiad (notabene bardzo smaczny) w barze obok szkoły. Później jeszcze, dzięki organizatorom, można było obejrzeć mecz reprezentacji Polski w piłce nożnej i znowu do lasu. Tam czekały dwa etapy przygotowane przez Darka Zająca. Pierwszy - "Przekręcony Przesuwaniec" to prawie zwykła "szwajcarka" (mapa posiadająca jedynie małe fragmenty mapy - jak dziury w szwajcarskim serze) z przekształconą treścią (przesunięcie, obrót, lustro). Całe szczęście, że można się spodziewać w jaki sposób. Niestety, jak zwykle początek trasy sprawia nam kłopoty. Potwierdzamy Punkt Stowarzyszony i na dodatek ten, który powoduje błąd na następnym punkcie. Ta pomyłka decyduje o przegranej w nocnych Mistrzostwach Polski i nie tylko. Szkoda! Dalej idzie już w miarę gładko. Pod koniec trasy nie dajemy złapać się w pułapkę Darka i rozwiązujemy poprawnie trudniejszą część mapy, dzięki czemu nie musimy szukać trudniejszych do zlokalizowania punktów w innej części mapy. Znowu, bowiem, mamy do potwierdzenia tylko niektóre z zaznaczonych Punktów Kontrolnych. Ostatni etap to oczekiwane przez nas "Herby". Darek oparł swą mapę na znajomości kształtów niektórych polskich herbów (uprzednio opisując w regulaminie imprezy jakich) i odgadnięciu, za pomocą pewnych podpowiedzi, ich położenia na planie mapy. Zgodnie z zasadą stosowaną wcześniej, tu również należało odnaleźć tylko niektóre z punktów zaznaczonych na mapie. Takie rozwiązanie ma spore zalety. Dzięki temu wiele drużyn wybiera własny wariant przebycia trasy i w związku z tym ma mniejszą potrzebę poruszania się wspólnie z innymi.


Bartek liczy wyniki nocnych etapów

Na zakończenie ostatniego już etapu czekała nas kolejna bardzo miła niespodzianka: ognisko, kiełbaski i napój. Kto wędruje jesienią i zimą w nocy po lesie i zatrzymuje się choć na chwilę wie, jak szybko opuszcza go ciepło. Tak powinien kończyć się ostatni etap każdych zawodów. Radomianie o tym wiedzą od dawna, zachowując takie ciepłe drobiazgi, jak ognisko, na koniec imprezy. Oczywiście, i atmosferę.

Dlatego też, jeśli t y l k o p r z e j e ż d ż a ł e ś przez Kozienice pomiędzy dziesiątym a dwunastym października, to masz czego żałować, nie startując w Nocnych Mistrzostwach Polski w Turystycznych Marszach na Orientację.

Nie zaprzepaść następnej okazji.

Marek Pacek


Podium kategorii TS

Zwycięzcy kategorii TJ - tak, tak - dziewczyny!!!


Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk, Korekta: Elżbieta Matusiak-Gordon
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT