PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
4 (12)/2003
ISSN 1642-0853

"Tacy sami" po raz drugi


"Tacy sami" - cykl imprez zorganizowanych w Polsce i na Litwie przez Fundację "Forum Aktywnego Życia" prezentujący twórczość osób niepełnosprawnych - obejmuje swym oddziaływaniem grupy różnych odbiorców i przyczynia się do poszerzania grona osób przyjaznych niepełnosprawnym artystom.

W Warszawie

Trzy lata temu, w kwietniu 2000 r. zabrakło sponsora na koncert Grażyny Łapińskiej na Litwie. W tym czasie w Polskiej Galerii Artystycznej Wandy i Romualda Mieczkowskich w Wilnie Stowarzyszenie Turystyczno-Kulturalne "Carpe Diem" organizowało wystawę malarstwa Jerzego Omelczuka i grafik Ireneusza Betlewicza. Koncert Grażyny w Druskiennikach i w Wilnie był niespełnionym marzeniem mojego męża, Tadeusza Siedleckiego. Krótko po Jego śmierci Grażyna przyniosła wniosek na dofinansowanie imprez kulturalnych związanych z Europejskim Rokiem Osób Niepełnosprawnych. To jest to! - pomyślałam. Obecna impreza miała być kontynuacją tej z roku 1999 i 2000. Z małą zmianą: teraz organizatorem miała być założona w 2000 r. przez Tadeusza Fundacja "Forum Aktywnego Życia". Jednym ze współzałożycieli fundacji było Stowarzyszenie "Carpe Diem", zajmujące się promocją twórczości osób niepełnosprawnych.

Decyzja PFRON była pozytywna - prezentować będziemy malarstwo, poezję oraz piosenkę. Oprócz pomysłodawcy i koordynatora projektu - mojej skromnej osoby - w realizacji udział wzięły osoby niepełnosprawne: Grażyna Łapińska - piosenkarka, która reprezentowała Polskę podczas wielu koncertów i festiwali muzycznych w Polsce, w Europie (Włochy) i w USA, oraz artyści malarze: Jerzy Omelczuk i Dorota Szachewicz. Przygotowali 36 malowanych ustami obrazów. Dorota jest również poetką, członkiem Związku Pisarzy Polskich oraz od kilku lat stypendystką VDMFK (Międzynarodowe Stowarzyszenie Artystów Malujących Ustami i Stopami), a Jurek - członek VDMFK - reprezentuje w tym stowarzyszeniu (mającym siedzibę w Liechtenstei-nie) polskich malarzy. Ich opiekunami byli: Aleksander Siwuda, Ireneusz Traczykowski oraz Piotr Golla i Grzegorz Dzięcioł.


U stóp Ostrej Bramy w Wilnie

W Wigrach

Czerwcowy upał i ostatnie przygotowania. Wyruszyliśmy z Poznania, Warszawy i Złocieńca. Spotkanie nastąpiło w Wigrach koło Suwałk, gdzie w dniach 21-24 czerwca w pokamedulskim klasztorze - obecnie Domu Pracy Twórczej Ministerstwa Kultury i Sztuki - odbywała się międzynarodowa konferencja młodych absolwentów wyższych uczelni z kilkunastu krajów Europy Środkowowschodniej na temat: "O polski model społecznej gospodarki rynkowej". Jej organizatorem był Ogólnopolski Klub Miłośników Litwy, a także Ministerstwo Spraw Zagranicznych oraz Ministerstwo Kultury i Sztuki.

Podczas otwarcia konferencji Jadwiga Siedlecka, prezes Fundacji "Forum Aktywnego Życia" i członek zarządu OKML, otworzyła wystawę "Tacy sami", polecając uwadze obradujących rolę sztuki w rehabilitacji społecznej osób niepełnosprawnych. Przedstawiła Jerzego Omelczuka z Poznania i Dorotę Szachewicz ze Złocieńca. Uczestnicy konferencji otrzymali pięknie wydane w językach polskim i litewskim katalogi wystawy oraz kwartalnik "Mandragora" z informacjami o artystach. Były też przekazane przez AMUN pocztówki i kalendarze. Wystawa została bardzo ciepło przyjęta, a wokół artystów zgromadziło się grono osób zainteresowanych ich twórczością. Wypada mieć nadzieję, że spośród 80 uczestników konferencji, którzy w niedalekiej przyszłości będą mieli wpływ na politykę w swoich krajach, przynajmniej część zachowa w pamięci spotkanie z naszymi artystami i nie będzie obojętna na los osób niepełnosprawnych w swoim kraju. Podczas wieczornej przerwy kolejnego dnia konferencji odbyło się spotkanie z poezją Doroty Szachewicz, wspierane deklamacją wierszy m.in. Czesława Seniucha - poety, dziennikarza i tłumacza literatury białoruskiej.

Piękne, słoneczne dni spędziliśmy w Domu Pracy Twórczej Ministerstwa Kultury i Sztuki w Wigrach na koszt organizatorów konferencji. Po serdecznych pożegnaniach wyruszyliśmy do Wilna.

Wileńskie impresje

Podróżowaliśmy pustymi prawie drogami. Granicę polsko- -litewską przekroczyliśmy bez większych problemów. Za oknami samochodów ciągnęła się ciemność najkrótszej nocy w roku, wewnątrz - rozmowy, które będą miały swój ciąg dalszy długo po zakończeniu imprezy.

Nocleg zarezerwowany był na terenie "Baldzio Silas", ośrodka rehabilitacyjnego dla inwalidów narządów ruchu, położonego kilka kilometrów na północ od Wilna. Z tej bazy noclegowej korzystało już "Carpe Diem" w kwietniu 2000 r. Mieszkaliśmy w nieodnowionej jeszcze części ośrodka (toalety dopiero zostaną wyremontowane i przystosowane dla osób niepełnosprawnych), ale za to byliśmy sami, mieliśmy wspólny korytarz (wieczorami zmieniający się w jadalnię) - i pełną swobodę. Wokół rozgrzany, pachnący żywicą las, utwardzone ścieżki i zjazd po drewnianej, biegnącej zakolami pochylni wprost nad jezioro Baldzio, gdzie cała infrastruktura przystosowana jest dla wózkowiczów.

Przesłane do Wilna i Druskiennik zaproszenia oraz plakaty w językach polskim i litewskim zawierały informacje o Europejskim Roku Osób Niepełnosprawnych oraz o sponsorach imprezy. Ich rozprowadzeniem zajął się w Wilnie Dom Polski, a w Druskiennikach - dyrekcja sanatorium dziecięcego "Sauluté" oraz zaprzyjaźniona redakcja tygodnika "Druskonis". Kilkakrotnie zapraszała ona mieszkańców miasteczka i gości na spotkanie z artystami niepełnosprawnymi. Katalogi wystawy przygotowano w dwóch wersjach językowych. Tłumaczenia tekstu polskiego na język litewski podjął się - podobnie jak w pierwszej edycji programu - Algimantas Degutis, korespondent prasy litewskiej w Warszawie, ojciec ambasadora Republiki Litewskiej w Polsce. Zgodnie z sugestią wicedyrektor Domu Polskiego w Wilnie wykupiliśmy dla przewożonych obrazów Karnet ATA, który bardzo ułatwił przewóz obrazów przez granicę polsko-litewską.

Organizatorzy przygotowali również wystawę fotograficzną dokumentującą działalność Stowarzyszenia "Carpe Diem": ponad 40 zdjęć w formacie 28 x 35 cm, plansze ilustrujące najważniejsze wydarzenia kulturalne i turystyczne minionych 10 lat.

Karnet trzeba było "otworzyć" w Głównym Urzędzie Celnym w Wilnie. Co chwila padał deszcz, a urząd był już zamknięty. Musieliśmy wrócić następnego dnia rano, by szybko i sympatycznie dokonać odprawy celnej. W Domu Polskim zaś, przy ulicy Naugarduko (Nowogródzkiej) w Wilnie, trwały ostatnie przygotowania do wspólnej wystawy malarzy polskich i litewskich (z Litewskiego Stowarzyszenia Osób z Chorobami Kręgosłupa). Spotkanie z piosenką i poezją w Instytucie Polskim, zaplanowane we wstępnym projekcie programu na dzień 25 czerwca, zgodnie z sugestią dyrektora Instytutu - pani Małgorzaty Kasner - odbyło się podczas otwarcia wystawy w dniu 24 czerwca. Piosenki Grażyny Łapińskiej zachwyciły wicedyrektor Domu Polskiego, panią Beatę Czaplińską, podobnie jak wiersze czytane przez Dorotę Szachewicz.


Przed pomnikiem Adama Mickiewicza

To, że wspólna litewsko-polska impreza była bardzo udana, potwierdziły wypowiedzi wicedyrektor Domu Polskiego, przedstawicielek litewskiego Ministerstwa Kultury, redakcji "Kuriera Wileńskiego", a także samych artystów i widzów. Jurek Omelczuk, który pracował przez cały wernisaż przy sztalugach, przekazał dla Domu Polskiego dwa obrazy. Otrzymał za to serdeczne podziękowanie. Na otwarcie grudniowej wystawy w Domu Polskim Jurek szykuje kolejną niespodziankę: portret pani Beaty - niezwykle sympatycznej osoby - namalowany ustami na podstawie zdjęcia zrobionego podczas wernisażu. Ucieszyła nas liczna grupa gości przybyłych na wystawę - wśród nich było wiele osób na wózkach inwalidzkich.

Przy okazji swobodnych już rozmów przy stołach rozstawionych w ogromnym holu budynku nawiązywały się osobiste kontakty, wymieniano się doświadczeniami i adresami. Z zaciekawieniem oglądaliśmy pomysłowo skonstruowany stoliczek do jedzenia, przydatny dla osoby na wózku. Wystarczyło tylko zaczarować: Stoliczku nakryj się, a on już gotowy był na postawienie na nim szklanki z sokiem czy kanapki. Przedstawicielki litewskich stowarzyszeń zaproponowały zorganizowanie w przyszłym roku wspólnej imprezy litewsko-polskiej w Polsce. Prezentowana byłaby na niej twórczość polskich i litewskich artystów malarzy, także rękodzieło, pieśni litewskie, teatr osób niepełnosprawnych. Na miejsce spotkania zaproponowano Drohiczyn, gdzie w lipcu 2004 r. mogłaby odbyć się kolejna wystawa obrazów prezentowanych na Litwie, połączona z odbywającym się tam wówczas "Biegiem Kmicica" pod patronatem Daniela Olbrychskiego (jako nawiązanie do prezentowanego cyklu obrazów Jerzego Omelczuka z filmu Potop).

Następny dzień, 25 czerwca, i kolejne przedpołudnie spędziliśmy na zwiedzaniu miasta. Kocham Wilno, jeśli więc ktoś chce słuchać moich opowieści o wileńskich zabytkach, to jestem w siódmym niebie. Zwiedzanie utrudniał często padający deszcz, więc co jakiś czas kryliśmy się pod parasolami lub w bramach kamieniczek. Deszcz nie przeszkodził odwiedzić najważniejszych zabytków na trasie turystycznej od katedry do Ostrej Bramy. Dzięki wspaniałym opiekunom nasi niepełnosprawni zostali wniesieni po schodach do kaplicy Matki Boskiej Ostrobramskiej. Świadomość niezwykłej chwili, radość, nastrój zadumy i łzy wzruszenia ogarnęły wszystkich. Chwila ta została uwieczniona pamiątkowym zdjęciem u stóp Ostrej Bramy.


Nad jeziorem Galve w Trokach

Pożegnaliśmy Wilno z uczuciem niedosytu. W drodze do Druskiennik zatrzymaliśmy się na krótko w Trokach. Nad jeziorem Galvé zrobiliśmy kolejne zdjęcia z gotyckim zamkiem obronnym księcia Witolda w tle. Stanowić one będą materiał do malowania po powrocie do domu.

Nad Niemnem w Druskiennikach

Druskienniki powitały nas soczystą zielenią, czystym powietrzem, leniwym letnim słońcem i swobodną atmosferą kurortu. Zainstalowaliśmy się w gościnnym hoteliku "Villa Park". Drewniana willa zbudowana w okresie przedwojennym stoi przy ulicy Dineiki. Aleja prowadzi do Druskiennickiego Centrum Zdrowia nad słynącą z kąpieli kaskadowych rzeczką Ratnyčelé (d. Rotniczanka). Wokół cisza i przyjemny chłód pod wysokimi drzewami, swojska atmosfera wiejskiej chaty otoczonej ogrodzeniem z gałęzi. Przed wejściem oszałamiająco pachniał jaśmin. Na korytarzach fotografie marszałka Józefa Piłsudskiego, który często tu odpoczywał. W willi mieszkała podobno doktor Eugenia Lewicka, propagatorka kąpieli słonecznych nad Rotniczanką, prekursorka gimnastyki rehabilitacyjnej dla chorych dzieci. To między innymi dzięki niej Józef Piłsudski założył na Bielanach w Warszawie Instytut Kultury Fizycznej - obecną Akademię Wychowania Fizycznego. Sympatyczny właściciel hotelu gromadzi wszystkie materiały związane z osobą doktor Lewickiej - w jednym z pokoi powstanie izba pamięci. Wieczorem udaliśmy się na zakupy, poszukując na kolację litewskich przysmaków. Jednym z nich są wędzone świńskie uszy - przebój naszego pobytu na Litwie. Chrupane przy piwie nieodmiennie powodują przypływ dobrego humoru, dowcipów i nieoczekiwanych skojarzeń. Podczas spaceru ulicami miasta stwierdziliśmy, że zbyt mało wisi plakatów informujących o naszej imprezie. Zawiesiliśmy więc kolejne.

Wczesnym rankiem 27 czerwca, razem z Aleksandrem i Grzegorzem, zawiesiliśmy obrazy w sali wystawowej sanatorium dziecięcego. Pomagał nam pan Marian - urodzony organizator, wychowawca w sanatorium (był również naszym tłumaczem podczas otwarcia wystawy i koncertu Grażyny). Do sali co chwila zaglądały zaciekawione dzieci i ich rodzice. Zaprzyjaźniliśmy się z kilkunastoletnią Ormianką - pomagała nam zawieszać fotografie.

Uroczystość otwarcia wystawy rozpoczęła się punktualnie. Sala pełna była dzieci niepełnosprawnych przebywających w sanatorium "Sauluté", ich rodziców oraz zaproszonych gości. Ucieszyłam się ze spotkania z Adalbertasem Nedzelskisem - malarzem, którego poznałam dziesięć lat temu podczas zbierania materiałów do przewodnika turystycznego po Druskiennikach. Był wtedy dyrektorem Muzeum Pamięci Mikalojusa Konstantinasa Čiurlionisa, największego litewskiego kompozytora i malarza, który tu, w Druskiennikach, mieszkał ze swoimi rodzicami. W 1998 r. miałam przyjemność zorganizować w Warszawie wystawę prac pana Adalbertasa. Pojawili się również naczelny lekarz sanatorium i przedstawiciel miejscowej gazety. Zastanawiałam się jak przedstawić artystów, co powiedzieć, aby wpatrzone we mnie dzieci chciały sięgnąć po farby i odnaleźć w malowaniu oraz w pisaniu wierszy radość życia. Mówiłam więc o rodzinie Jurka Omelczuka, o tym, że ma żonę, córkę, że jest niezwykle aktywny, dzieli się z innymi swoim talentem, że ktoś pomógł mu rozwinąć zdolności malarskie właśnie wtedy, kiedy był młodym chłopcem, takim jak ci, siedzący przede mną. Mówiłam o Dorocie i towarzyszu jej życia, jej najlepszym przyjacielu. O tym, że niepełnosprawność nie eliminuje z życia, że nie wolno marnować szansy ani talentów, którymi obdarzył nas Bóg. Także o działalności stowarzyszenia "Carpe Diem" - nawet o tym, że każdy większy wyjazd organizowany przez stowarzyszenie przynosi wkrótce informację o czyichś zaręczynach lub ślubie... Po skończeniu przedstawiania artystów i ich dokonań przekazaliśmy dzieciom cały worek zabawek, śpiewniki i kasety z nagraniami piosenek turystycznych wydanych staraniem stowarzyszenia "Carpe Diem", a także kasety z piosenkami Grażyny Łapińskiej. Po 40-minutowym koncercie i prezentacji wierszy Doroty dzieci obdarowały artystów kwiatami, a dyrekcja informatorami o sanatorium. Rozmowy trwały jeszcze długo. Dzieci pytały między innymi o technikę malowania ustami, przypatrywały się z zainteresowaniem powstającemu na ich oczach obrazowi, który Jerzy Omelczuk przekazał dla "Sauluté". Po wspólnej pamiątkowej fotografii dyrekcja sanatorium zaprosiła nas na poczęstunek i rozmowy na temat dalszej współpracy, dotyczącej między innymi korespondencji do kwartalnika "Mandragora".

Następnego dnia, w sobotę 28 czerwca, o godz. 16.00 w sali klubowej sanatorium "Litwa" rozpoczął się koncert Grażyny Łapińskiej i spotkanie z poezją. Szkoda, że nie dopisali mieszkańcy Druskiennik oraz polscy kuracjusze. Konkurencję stanowiła piękna pogoda oraz koncerty związane z obchodami Dni Kurortu. Na obu imprezach w Druskiennikach obecni byli przedstawiciele miejscowej prasy, a relację z imprez zamieścił tygodnik "Druskonis".

Po raz ostatni zjedliśmy wspólną kolację w niedrogiej i przesympatycznej kawiarni na terenie Centrum "Dainava". Dainava to w języku litewskim "Śpiewająca kraina" - nazwa niewielkiej krainy geograficznej położonej na północ od Druskiennik. Ludzie są tu spokojni, uprzejmi, obdarzeni pięknymi głosami i talentami - piękne są wyrabiane tutaj koronki, hafty, wyroby z wikliny. Ostatni raz zamówiliśmy litewskie dania. Pożegnaliśmy się z naszymi przyjaciółmi z Druskiennik oraz z Marią Borkowską--Flisek i jej mężem, których spotkaliśmy w tej samej kawiarni. Obiecaliśmy, że przyjedziemy do Druskiennik 1 sierpnia, kiedy pani Maria otwierać będzie wystawę polskich fotografików. My zaś zorganizujemy kolejny koncert Grażyny.

Podsumowanie

Nasza wspólna podróż po Litwie dobiegła kresu. W każdym z nas pozostał jej ślad. Będziemy ją wspominać, oglądać zdjęcia, malować. Spotkamy się jesienią w Warszawie, by poprzez sztukę wyrazić to, co nas szczególnie poruszyło. Widoki Wilna, Trok, nostalgiczne litewskie krajobrazy, dotyk historii. Może będziemy mogli już czytać poezję inspirowaną litewskimi klimatami?

Patronat medialny nad imprezą objął kwartalnik "Mandragora". Informacje o niej zamieściła również prasa polska i litewska.

Na koniec wypada zapytać: czy impreza spełniła swe zadanie? Myślę, że największym jej sukcesem byli jej uczestnicy. Obecność tylu niezwykłych, ciekawych, aktywnych ludzi uwolniło ogrom pozytywnej energii, która przełoży się na sukcesy artystyczne i życiowe każdego z nas z osobna. Można mierzyć to liczbą namalowanych obrazów, napisanych wierszy, wywołanych fotografii, echami w prasie, notatkami merytorycznymi i sprawozdaniami dla sponsorów. Dla mnie jednak najważniejszy jest ten świetlisty ślad w sercu, pamięć wspólnych przeżyć, zachwytów i oczarowań wspaniałą litewską przyrodą, gościnnością i otwartością. To daje siłę do dzielenia się sobą z innymi, nadaje nowy sens znajomościom sprzed lat i ułatwia nawiązywanie nowych kontaktów po to, by razem realizować plany, których by nie było, gdyby impreza nie doszła do skutku. Dlatego w imieniu uczestników cyklu imprez "Tacy sami " serdecznie dziękuję wszystkim sponsorom i tym, którzy bezinteresownie przyczynili się do realizacji naszych marzeń.

Tekst: Jadwiga Siedlecka
Zdjęcia: Aleksander Siwuda

Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk, Korekta: Elżbieta Matusiak-Gordon
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT