PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
3 (11)/2003
ISSN 1642-0853

Zostawcie miejsce przy ognisku dla Bolka Kołtuna


Bolesław Kołtun - legenda elbląskiej turystyki, w latach 1949-1956 był więźniem sowieckiej władzy. Poznał łagry i więzienia, od Wołkowyska k. Grodna do Czukotki. Dożył 82 lat. Do samej śmierci uprawiał turystykę pieszą i prowadził Regionalną Pracownię Krajoznawczą PTTK przy Oddziale Ziemi Elbląskiej w Elblągu, przy ul. Krótkiej 5.

Odszedł na wieczną wędrówkę 25 kwietnia 2003 r., po ciężkiej i długotrwałej chorobie.

Urodził się 10 stycznia 1921 r. we wsi Psary, w powiecie kozienickim na kielecczyźnie. Jego rodzice - ojciec Józef i matka Tekla z domu Śmietanka w 1922 r. kupili gospodarstwo na Kresach Wschodnich. Tak więc na kresy przyjechał już jako roczne dziecko. Zamieszkał z rodzicami we wsi Junkowszczyzna.

W styczniu roku 1942 złożył przysięgą jeszcze w Związku Walki Zbrojnej. Przyjął pseudonim "Grom". Prowadził nasłuch radiowy, by mieć prawdziwe informacje z frontu, przepisywał ulotki, wydawnictwa konspiracyjne, gazetkę "Przedświt" i śpiewniki. Zajmował się także kolportażem i był łącznikiem oddziału.

Bolek jak i inni chłopcy z oddziału odbył konspiracyjne przeszkolenie wojskowe. W jego pamięci tkwił przez całe jego życie czytelny (jak nam opowiadał) obraz, jak sierżant z Grodna, uczył ich terenoznawstwa. Rodzice wiedzieli, że syn jest w konspiracji. Mówili tylko gdy wychodził: "Uważaj na siebie". Ojciec używał swoich wpływów by nikogo ze wsi Niemcy nie zabierali na roboty. "Wszyscy w policji polskiej stworzonej przez Niemców byli w konspiracji" - opowiadał z dumą Bolek Kołtun.

Zawsze wspominając swój naznaczony męczeństwem los, nigdy nie mówił: spotkał mnie cios. Opowiada zwyczajnie, że trzeba było przeżyć i powrócić. Ciosem nazywał tylko wiadomość o śmierci generała Władysława Sikorskiego. Płakał jak małe dziecko, nie wyobrażał sobie konspiracji bez naczelnego wodza. Wszyscy w oddziale i rodzinie myśleli podobnie. Panowała żałoba narodowa.

Gdy Rosjanie wkroczyli na Grodzieńszczyznę, Bolek roznosił rozkaz by AK - owcy nic wstępowali do Armii Bcrlinga. NKWD stworzyła oddziały białoruskie, które szukały polskich konspiratorów. Zabrali mnie z domu - wspominał- ale później wypuścili na mocy amnestii. Gdy wrócił nadal działał w konspiracji. Przeprowadzał grupy żołnierzy, w stronę granicy z Polską. Uniknęli oni rozbrojenia przez Sowietów pod Wilnem.

"Grom", dostarczał także żywność i wszystko co niezbędne grupie "Wilka". Jego siedziba mieściła się w starym bunkrze. W grudniu roku 1948, Sowieci urządzili obławę. Wyrwał się z niej tylko Mietek pseudonim "Junak". Przechowywał go tak, że nawet rodzice nie wiedzieli, a on Bolka wydał NKWD. Wydał również jego przyjaciela - Cześka. "Junak" zginął później w łagrze. Współwięźniowie utopili go w toalecie za to, że wydał ich Sowietom.

Gdy Bolka otoczyli NKWD-owcy pomyślał: "To już koniec". A jednak przeżył zdrajcę, który uważał, że jest chroniony przez niezwyciężoną władzę.

Pierwszym etapem katorgi było śledztwo w więzieniu w Wołkowysku. Bili owszem, ale można było wytrzymać. Najgorszy był brak snu i pobyt w karcerze. Było tak źle, że przychodziły mi myśli o zdradzie. Jednak wytrzymałem - wspominał.

Po powrocie do celi, koledzy przyjęli go serdecznie. Bogusław poczęstował słoniną, która otrzymał w paczce. Pomimo głodu, przez 7 dni nie zjadł jej, trzymał dla kolegi, który był w gorszej sytuacji. Gdy zobaczyłem twarze towarzyszy niedoli, pomyślałem, że warto było wytrzymać, by dożyć tej chwili - wspominał. - Przez całe życie miałem szczęście do dobrych ludzi.

Wojenny trybunał skazał Bolka Kołtuna na 25 lat łagrów. Dwa lata temu otrzymał odpis wyroku. Do dzisiaj pozostało ono w rodzinnym archiwum.

Pierwszym obozem był Ciemłag. Tam Bolek wziął udział w nieudanej ucieczce. Zdradził ich jej organizator, były legionista. Nie załamał się. I znów wyrok. Pobyt w obozie karnym, a tam miał szczęście do szlachetnych ludzi Major Zaniewski, weteran roku 1920, dzielił się ze mną chlebem. A ja z kolei dzieliłem się z Cześkiem - wspominał. - To nieprawda, że Polacy w łagrach sobie nie pomagali.

Z niewiadomych powodów Rosjanie, z całej grupy, tylko Bolka wyznaczyli na dalszą tułaczkę na wschód. Czesiek miał łzy w oczach, na pamiątkę podarował swój mundurek. Wszyscy krzyczeli: Niech Bóg prowadzi. Najtrudniej było Bolkowi, gdy nie było wokół niego Polaków. Tak było na Czukotce. Przebywali tam kryminaliści, pracowali w kopalni minerałów. Dzięki dwóm braciom z Kaukazu, miał lżejszą prace. Bolka - mówili - nie spiesz się, ogrzej się, pracuj powoli, ty ich tak samo nie lubisz jak i my.

Aby nie zapomnieć polskiej mowy, zrobił notes z worka po cemencie. Zapisywał tam wiersze, które pamiętał z czasów wolności. Strażnicy znaleźli notes i wyrzucili. Po roku założył nowy. Dziś rodzina przechowuje go w swoim domowym archiwum. W notesie znajduje się wiersz Kasprowicza Błogosławieni, którzy w czasie gromów nie utracili ducha. A pod datą październik 1951 r., wpis: Gdy nie przeżyję to będzie ślad. Inną pamiątką z nieludzkiej ziemi jest album w drewnianej okładce, wykonany przez towarzysza niedoli, w czasie pobytu na Kołymie. Są tam wpisy kolegów, z którymi zaprzyjaźnił się w łagrach, a także zdjęcie rodziny, które siostra przysłała do obozu.

Nic tylko pamiątki, które przetrwały, ale sam Bolek ogromu zbrodni jakich dokonał komunizm (ponad sześćdziesiąt milionów ofiar ludzkich), a który to system nie może doczekać się u nas wyraźnego potępienia i rozliczenia.

Jak zawsze twierdził Zło trzeba nazwać po imieniu, choć po chrześcijańsku trzeba przebaczyć. Z matką i siostrą (ojciec zmarł w 1953 r.) przejechali granicę w Terespolu w dniu 22 grudnia 1956 r. Po przyjeździe do Elbląga pracował aż do emerytury, na którą przeszedł w roku 1981 w Zakładach Mechanicznych "Zamech" jako tokarz. W szkole przyzakładowej ukończył 5-letnie technikum mechaniczne.

Gnany żądzą poznawania tego co nieznane prowadził długie samotne wędrówki po okolicy zniszczonego miasta, w którym się osiedlił. Dzięki pasji poznawania w roku 1958 przypadkowo trafił na grupę działaczy PTTK pod przewodnictwem Wojciecha Zajchowskiego. Razem z nim i z tak znanymi działaczami, jak: Witek Ławrynowicz, Roman Dalecki, Józek Bagiński, Tadeusz Jungnikiel oraz z innymi tworzyli podwaliny dla przyszłego Klubu Turystów Pieszych PTTK "Delta", który powstał 28 sierpnia 1960 r.

W roku 1962 wraz z Józefem Bagińskim, był jednym z pierwszych, którzy znakowali pierwsze szlaki turystyczne w regionie.

Zawsze skromny, zawsze niezwykle zrównoważony, niskiego wzrostu, skromnej postury, ale zawsze wielki duchem trwał w środowisku PTTK-owskim aż do śmierci. Ludzie tak w klubie, jak i w całym otoczeniu PTTK zmieniali się. Jedni przychodzili, inni odchodzili, a Bolek był zawsze ten sam. W roku 1967 został prezesem klubu "Delta". Wprowadzał w arkana wiedzy turystycznej i krajoznawczej coraz to nowe pokolenia. Dzięki jego "sile przyciągania" klub przeżył niesamowity rozkwit. Stał się dla członków PTTK swoistym przywódcą duchowym.

W roku 1968 Bolek zdobył pierwsze uprawnienia przodownika turystyki pieszej PTTK i otrzymał legitymację z nr 1425.

Później były kolejne uprawnienia: Przewodnik Terenowy PTTK, Znakarz Nizinnych Szlaków Turystycznych, Przodownik Turystyki Narciarskiej, Strażnik Ochrony Przyrody, członek Służby Kultury Szlaku, Opiekun Zabytków, Opiekun Miejsc Pamięci Narodowej itd., itd.

Tworzył wokół siebie swoisty klimat. Był nauczycielem, wychowawcą, przywódcą, ojcem, kolegą, a zarazem przyjacielem. Garnie się do niego liczne grono młodzieży, ale lgną też ludzie dorośli, jak chociażby Franek Kamrowski, Władek Falkowski, Boguś Warejko czy chociażby Roman Klim. Pamiętam, że często, gdy było coś nie w porządku patrzył na nas (tych młodych i "starych") spod zmarszczonych brwi, tym swoim zawsze charakterystycznym spojrzeniem, ale nigdy nic nie mówił. Wszystkich nas zbijało ono z pantałyku i już wiedzieliśmy, że nie tak należy postępować, i zawsze dzięki temu szybko naprawialiśmy, to co wcześniej było nie tak.

W roku 1974 inicjował i organizował razem z Andrzejem Wiśniewskim i szeroką rzeszą starszych oraz młodszych działaczy imprezę o podłożu patriotycznym, pierwszy Złaz Śladami Żołnierzy Powstania Listopadowego do Fiszewa.

W tym czasie pełnił wiele funkcji społecznych. Był prezesem KTP "Delta", członkiem Zarządu Oddziału PTTK w Elblągu, działa w Zarządzie Koła Przewodników, jest przewodniczącym Oddziałowej Komisji Turystyki Pieszej i członkiem Regionalnej KTP w Gdańsku. Kiedy w 1975 r. powstają zarządy wojewódzkie PTTK, zostaje członkiem Zarządu Wojewódzkiego PTTK w Elblągu, przewodniczącym Wojewódzkiej KTP, członkiem Komisji Krajoznawczej ZW PTTK w Elblągu.

W roku 1978 Bolek zdobył uprawnienia Instruktora Krajoznastwa Regionu.

Razem z Zygmuntem Nowek zbudował podwaliny Regionalnej Pracowni Krajoznawczej w Elblągu. Zbierał materiały, przekazywał część swoich zbiorów do pracowni, angażował w tym działaniu wszystkich, którzy "kręcą się wokół niego" - jak zwykł często mawiać. Od roku 1981 - po przejściu na emeryturę - został jej kierownikiem. Przy pracowni stworzył Referat Weryfikacyjny OK, Odznaki Turysta Przyrodnik i OTP.

Inicjował coraz to nowsze i ciekawsze imprezy. Uczył nas, jeszcze wtedy przecież młodzież, poprawnego organizowania imprez o podłożu patriotycznym. Pracownią kierował do połowy roku 2002, kiedy to już znużony ciężką chorobą postanawił przekazać jej kierownictwo Andrzejowi Kotlińskiemu.

W roku 1986 przekazał przewodniczenie w WKTP swojemu następcy - Zygmuntowi Nowek, jednakże został w komisji jako Członek Honorowy i zarazem doradca. Dalej w miarę możliwości włączał się w życie licznych komisji programowych i klubów. Prowadził pogadanki, prelekcje, odczyty, wieczornice. Po stanie wojennym roku, kiedy następuje tzw. odwilż postanawił ujawnić skrzętnie skrywane dotychczas swoje zapiski z przeżyć obozowych. Nawiązał kontakt z panią Małgorzatą Giżejewską z Warszawy. Dzięki kontaktom i wspólnym działaniom powstał rękopis fragmentów książki Kołyma 1944 - 1956 we wspomnieniach Polskich więźniów, wydanej w 2000 r. przez Instytut Studiów Politycznych PAN w Warszawie, z której Bolek był bardzo dumny, a którą otrzymał dopiero kilka miesięcy przed śmiercią. Cieszył się nią niezmiernie. Często już w trakcie odwiedzin w hospicjum - gdzie odwiedzaliśmy go często - siadaliśmy jak niegdyś u niego w pokoju, tym razem już nie na podłodze, lecz na łóżku szpitalnym i oglądając zdjęcia w książce, słuchaliśmy jego cichych jak niegdyś, ale już dużo odważniejszych opowieści.

Za swoją wieloletnią działalność turystyczną i kombatancką został wielokrotnie wyróżniony licznymi listami gratulacyjnymi, wyróżnieniami, medalami pamiątkowymi, ponad 30 odznaczeniami resortowymi i odznaczeniami państwowymi.

Choroba przyszła do Bolka nagle i niespodziewanie. Ani sam Bolek, ani nikt z najbliższych i przyjaciół nie spodziewał się Bolka choroby. Przyszła nagle i niespodziewanie, tak jak aresztowanie w 1948 roku.

Walczył z nią, nie poddawał się chorobie, tak jak kiedyś opierał się NKWD, lecz niestety, po znacznej poprawie zdrowia w końcu 2002 i na początki 2003 roku organizm poddał się. Zmarł dnia 25 kwietnia 2003 r. o godz. 22:30 w hospicjum św. Jerzego w Elblągu z nadzieją, że jego uczniowie przekażą dalej jego idee i marzenia następcom. Został pochowany na Cmentarzu Komunalnym w Elblągu przy ul. Agrikoli.

Kiedyś (na 20-lecie KTP Delta), w swoich wspomnieniach Andrzej Wiśniewski napisał: Kochani, nie ma co dużo gadać, pomyślcie tylko: jak to dobrze, że Bolek jest wśród nas. Prawda to. Dzięki temu, że Bolek był wśród nas i co chwila dorzucał przysłowiową gałązkę do ogniska elbląskiej turystyki, podsycając w nas "ogień działania" - ognisko to płonie do dzisiaj. Wierzymy, że dzięki temu, nam, uczniom Bolka jego idee i marzenia będą zawsze bliskie. To ognisko turystyki elbląskiej będzie płonęło dalej, tak jak płonęło za jego czasów. Wierzymy również, że nie zabraknie przy nim miejsca dla strudzonego, czy też zbłąkanego wędrowcy, ale również słów wspomnień, chwili zadumy o Bolku i o tych wszystkich działaczach, którzy odeszli na "wieczną wędrówkę" po szlakach nieboskłonu.

Marian Tomaszewski

Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk, Korekta: Elżbieta Matusiak-Gordon
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT