PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
3 (11)/2003
ISSN 1642-0853

Mikołajki Łemkowskie na Adamach


Do chatki w Lachowicach mieli pojechać: Radek, Ania, Natalia, Gosia, Robert i Krzysiek. W ostatniej chwili zrezygnował Robert, tak więc piątka Rysiów 29 listopada 2002 r. wyjechała w Beskid Żywiecki. Wszystko zaczęło się od spakowania plecaków w domach (dosyć lekkie tym razem) i spotkania na przystanku pod GCH-em (Gliwice, godzina 18:40). Około 19:30 dotarliśmy przed dworzec w Tychach, skąd odjeżdżał nasz pociąg. Trzeba przyznać, że tamtejsza fauna była dosyć hałaśliwa i sprawiała wrażenie dziwnej. Nie zdążyliśmy jej poznać dokładniej, bo pociąg do Bielska właśnie podjeżdżał na peron drugi (dwa perony to aż o 100% więcej niż w Zabrzu). W Bielsku czekała nas przesiadka, było trochę czasu, więc poszliśmy do baru i zjedliśmy co nieco. Dziewczyny trochę się rozmarzyły, gdy usłyszały w radiu Enrique, a potem Shakirę, niestety czas naglił, nie mogliśmy urządzić nawet najmniejszej imprezy, trzeba było jechać. Kolejna przesiadka była w Żywcu. Typowo już, musieliśmy biec, gdyż pani przez mikrofon oznajmiała, że z peronu trzeciego odjedzie pociąg do Suchej Beskidzkiej. Na szczęście, wszyscy zdążyli.

Stacja w Lachowicach nie zrobiła na nas wrażenia, ale może dlatego, że było coś około godz. 23:00 i nie mogliśmy dokładnie poznać jej uroków. A może dlatego, że stacji nie było, a zamiast niej był duży napis Lachowice Centrum. W sumie to raczej jedyna stacja we wsi, nie wiem czemu PKP podkreślało, że znajdujemy się właśnie w jej centrum. A może gdzieś istniały stacje: Lachowice Wschód, Lachowice Katedra, Lachowice Park, Lachowice Las, Lachowice Basen, Lachowice Plaza - kto wie? Mimo wszystko wyruszyliśmy w kierunku południowym i dogórkowym. Nie byłoby nic zabawnego w chodzeniu z plecakami w środku nocy, gdyby nie Radek. Radek zabronił wydawać niekontrolowane dźwięki oraz używać zelektryzowanych źródeł promieni świetlnych (dla niewtajemniczonych chodziliśmy po cichu i bez latarek). Tak więc nie dziwiło nas, gdy co chwilę ktoś się potykał, czy wpadał na korzeń. Gdy po około godzinie dotarliśmy do Chatki (rekord trasy wynosił 18 minut, ale Radek organizował co parę kroków minuty ciszy i wsłuchiwania się w szczekanie pobliskich psów oraz szmer rzeki, szum wiatru, no i wpatrywania się w pięknie zachmurzone niebo), szczęśliwie zdjęliśmy plecaki i pojedynczo udawaliśmy się na oddział położniczo-ginekologiczny (tak nazywa się tam drewniany klopik...). Po krótkiej rozmowie z Maćkiem (opiekunem chatki), spożyciu herbatki oraz wysłuchaniu półgodzinnego koncertu gitarowego Radka, poszliśmy spać do dziupli (po chatkowemu do Akwarium), czyli małego pomieszczenia, w którym zazwyczaj się śpi. Spaniu prawie nic nie przeszkadzało (no prawie nic, poza chrapaniem jednego z Rysiów - ale nigdy nie udowodniono którego...).

Pobudka miała miejsce około godziny 10:00, ale krążą plotki, że Natalia i Gosia wstały o 6:00, jednak za nic nie chciały powiedzieć co robiły. O godz. 10:30 czekało już pyszne śniadanko z herbatką (czas umilało głaskanie tutejszej fauny w postaci kotki o wdzięcznym imieniu Bestia). Po jedzeniu czekały trochę mniej przyjemne zajęcia. Najpierw Krzysiek został nauczony jak umyć kilogram naczyń w pięciu litrach wody (litr ciepłej i 4 litry zimnej). Potem Gosia i Natalia ścierały podłogę w sypialni, a Ania robiła porządki w łazience (wszystko oczywiście z własnej, nieprzymuszonej woli). Po jednych zajęciach czekały następne, ale Rysie zgodnie doszły do wniosku, że pojechały w góry, żeby chodzić po górach a nie sprzątać (co było bardzo przyjemne, aczkolwiek nieco nudne), więc poszliśmy na 3-godzinną wędrówkę. Po drodze widzieliśmy piękny wodospad na Upornym Potoku. Ania i Krzysiek nie umieli się oprzeć i musieli dokładnie zwiedzić banior. Gdy wróciliśmy, naszym zadaniem było zrobienie pulpy. W sumie jak na pierwszy raz, była ona dosyć zjadliwa, nawet Maciek się poczęstował i przeżył. W planach gawędy łemkowskie były dopiero o godz. 20:00, a czwórka Rysiów bardzo się nudziła (była dopiero godzina 16:00). Poszliśmy więc do Akwarium... Czas mijał tam miło i przyjemnie. Rozmawialiśmy o ... życiu i w ogóle. O 19:00 wyszliśmy bardzo wydoroślali.

Gawędy były bardzo miłe i przyjemne, z tym że podobno już na samym początku jeden z Rysiów po dniu pełnym wrażeń postanowił spać. Niestety, spał za głośno i trzeba go było z bólem serca obudzić. Piosenki łemkowskie jak dla nas były dosyć monotematyczne, choć piękne. Mówiły o tym, że naród Łemków był bardzo towarzyski i dużo czasu poświęcał rozmawianiu i biesiadowaniu (często rozmawiały ze sobą osoby odmiennej płci, np. Waniczek z Haniczkom). W przerwach między śpiewaniem były pokazy slajdów. Najbardziej podobały nam się te z Kaukazu, choć były najmniej łemkowskie. Około godziny 23:33 i 14s poszliśmy do Akwarium i znowu rozmawialiśmy (jak zwykle o życiu). O godz. 2:00 przyszedł Radek i przerwał gaworzyny, gdyż uważał, że jest już wystarczająco późno, żeby spać (po półgodzinnej dyskusji doszliśmy do porozumienia)...

Pierwszy dzień grudnia zaczął się bardzo przyjemnie. Pyszne śniadanko, szybkie zmywanko i znowu rozmowy w Akwarium. Gdy nadeszła godzina 12:00, zaczęliśmy się pakować, a już o 13:00 schodziliśmy niebieskim szlakiem do stacji (a raczej do tablicy, przy której zatrzymywał się pociąg). Zakupiliśmy bilety u bardzo miłego pana konduktora i czas do pierwszej przesiadki umilało nam granie Radka. W Żywcu zjedliśmy lunch w lokalu o nazwie "Piramida". Krzysiek udowodnił wszystkim, że można zjeść cztery plasterki cytryny, a potem trzy saszetki cukru i przeżyć. Pociąg do Katowic (hurra!! jedna przesiadka mniej!) odjeżdżał, z nami na szczęście, z peronu nr 3. W Katowicach byliśmy około godz. 17:00, przesiedliśmy się od razu do pociągu do Gliwic. Ze smutkiem pożegnaliśmy Anię w Zabrzu (o mało co nie wysiadłaby w Rudzie Śląskiej). Stacja w Gliwicach została zdobyta o godz. 18:02. I tym samym skończyła się nasza wędrówka. Tata Natalii był jeszcze na tyle uprzejmy, że podwiózł Rysie pod ich domy, wszyscy wrócili więc cali i zdrowi - jak zawsze zresztą.

jeden z Rysi, zgadnijcie kto...

Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Elżbieta Matusiak-Gordon (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Maria Janowicz, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk, Korekta: Elżbieta Matusiak-Gordon
Redakcja nie zwraca materiałów nie zamówionych, zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji nadesłanych tekstów, nie odpowiada za treść zamieszczanych komunikatów i ogłoszeń.
Za tekst i materiały ilustracyjne redakcja nie przewiduje honorariów autorskich.
ORIENT