PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
4 (8)/2002
ISSN 1642-0853

Znów na Niemen!


Od 28 sierpnia do l września 2002 roku po raz drugi w tym roku płynęliśmy nie użytkowaną częścią Kanału Augustowskiego, tym razem aż do Druskiennik. Na poszukiwanie wrażeń wyruszyło nas 90, z tego samego co poprzednio miejsca, tj. wpływu rzeki Czarnej Hańczy do Kanału Augustowskiego.

Spływ poprzedziła zorganizowana przez Euroregion w Augustowie konferencja nt. "Współpracy polskich podmiotów gospodarczych", zainteresowanych organizacją turystyki wodnej na Białorusi i Litwie. W spotkaniu oprócz naszych władz samorządowych udział wzięli wojewodowie grodzieński i mariampolski oraz dyrektorzy Euroregionu "Niemen" z Polski, Litwy i Białorusi. Niejako przy okazji dyskutowano na temat współpracy pomiędzy Polską Organizacją Turystyczną a lokalnymi organizacjami turystycznymi, dając ciekawe spojrzenie na nowe rozwiązania statutowe sto­warzyszeń i towarzystw.


Uczestnicy spływu na granicy białorusko-litewskiej

Nie ma nic bardziej złudnego, niż przekonanie, że jeśli już raz coś się widziało, przepłynęło, to nie ma tam po co wracać. Wszystko jest inne: i rzeka, i przyroda, i ludzie. Płynęło się trudniej i wolniej ze względu na niski poziom wody i wygórzone przeszkody, ale za to 30 km dalej, nieznaną dla nas częścią Niemna.


"Pilnujemy" polskiej granicy

Zauważalny jest postęp w odprawach granicznych. Białorusini nie zastanawiali się, po co nam takie ilości bagażu i jak je skontrolować. Uznali, że skoro tyle mamy, to właśnie tyle nam potrzeba. Bez zbędnych ceregieli zezwolili przerzucić je przez granicę, przebiegającą w osi śluzy Kurzyniec. Kapitalnie uprościło to procedury odprawy celnej i skróciło czas oczekiwania na wypłynięcie o jakieś 3 godziny. W międzyczasie pilnowaliśmy polskiej granicy. Na "systemie" obronnej żołnierze pomogli nam przenieść kajaki, a na śluzie Dąbrówka był już przyjezdny sklepik: kantor. Przyjechał nawet z Grodna zespół wokalny. Czekały również dziewczęta, które pilotowały nas do Sopoćkiń. Mieliśmy mały dylemat, czy słuchać całego występu chóru grodzieńskiego, czy jednak odwiedzić Sopoćkinie, bo było już trochę późnawo, a do przejścia 6 km.


Przekraczanie granicy

Zdecydowaliśmy się podzielić niejako na połowę. Jedna grupa została w obozie, składająca się z dzieci i tych, którzy nie bardzo mieli ocho­tę wędrować. Reszta poszła. Przewodniczki okazały się rewelacyjne. Znały doskonale teren i jego historię. Pokazały nam po drodze ukryte w lesie źródełka lecznicze oraz miejsce w szczerym polu, gdzie zginął gen. bryg. Józef Konstanty Olszyna-Wilczyński, dowódca Okrę­gu Korpusu i Grupy Operacyjnej "Grodno". Człowiek, który chciał ściśle wykonywać zalecenia Naczelnego Wodza i nie walczyć z sowietami. Za późno ocenił tragizm sytuacji wojskowej i w końcu bezsilny, przybity pasmem niepowodzeń, zdecydował się przejść na Litwę. Za późno. Włodzimierz Kowalski, wielki patriota i znawca historii lokalnej i polskiej formacji wojskowej 24. Batalionu Korpusu Ochrony Pogranicza "Sejny", w swoich zapiskach podał, że generał, opuszczając Grodno, powiedział do przyjaciół drżącym głosem: "Wrócimy do was bohaterskich, jak jałmużny żebrząc o cząstkę Waszej chwały".


Śluza w Niemnowie

Nie mniej wzruszające, pełne polskości, było spotkanie z młodzieżą Sopoćkiń w kościółku w Teolinie. Na biwaku w Niemnowie znowu przepiękny występ białoruskiego chórku. Ku naszemu zdziwieniu, śpiewającego tylko białoruskie pieśni. Ale okazało się, że umieją również po polsku i o "polskich kwiatach" śpiewaliśmy już razem. Dodatkowo Białorusini zorganizowali nam przejazd i zwiedzanie Grodna.

Niemen pomimo bardzo niskiego stanu wody wywołuje jak zwykle sentymentalne odczucia. Cichutki i lustrzany tego dnia nie zmuszał do szybkiego jego pokonywania, więc zbijaliśmy się w "tratwy", śpiewając razem. Pozostała obok jak "rana" śluza w Niemnowie. Na wysokości wpływu Białej Hańczy do Niemna jest granica białorusko-litewska, więc dobijaliśmy do brzegu, oddaliśmy WOP-istom paszporty, zro­biliśmy rodzinne zdjęcie i wywoływani kolejno wsiedliśmy do kajaków, i by płynąć dalej granicą litewsko-białoruską ok.14 km. Na tym odcinku kłopotliwe jest to, że nie wolno wysiadać na żaden brzeg, ale są wysepki!!! Litwini posterunek graniczny urządzili tuż przy brzegu, tak że nie wysiadając z kajaków, szybko zostaliśmy odprawieni.


Występ młodzieżowego zespołu białoruskiego

W Druskiennikach na brzegu powitała nas pani mer miasta, której uwadze nie uszło, że taka "armada" płynie na jednakowych kajakach z emblematami PTTK. Wyjaśniłem, że reprezentujemy najstarszą, największą i najlepszą organizację turystyczną w Polsce, która ma bardzo dużo "bajdarek" na różnych akwenach i najlepiej nadaje się do nawiązania współpracy w zakresie turystyki wodnej.

Zakończenie spływu Litwini zorganizowali już na wręcz europejskim poziomie, na bardzo nowoczesnym campingu, gdzie snuliśmy plany organizacji spływów już nie tylko po Niemnie. Było bardzo fajnie!

Tekst i zdjęcia:
Zbigniew Rutkowski

Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Maria Janowicz (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk,
Redakcja zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji tekstów.
ORIENT