PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
4 (8)/2002
ISSN 1642-0853

Survival w PTTK


Eskalacja wrażeń, eskalacja trudności, przetrwanie w ekstremalnych warunkach terenowych. Tak, w wielkim skrócie, można określić treść survivalu, który adaptowano do szczególnego rodzaju turystki aktywnej, a nawet "superkwalifikowanej".

W prawdzie pokonywanie trudności i poszukiwanie "wielkiej przygody" jest dla człowieka właściwe od wielu wieków, ale stosunkowo niedawno podjęto specjalizację w tym zakresie i około 1970 r. pojawiła się nazwa survival. Mnożą się coraz liczniejsze formy wypraw w dzikie zakątki świata, na pustynie, oceany, w puszcze tropikalne. Powstają szkoły przetrwania, kluby uczestników takich wypraw, pisze się na ten temat w prasie i książkach. W survivalu nader aktywni są Polacy. Np. Jacek Palkiewicz w 1983 r. zaczął prowadzić pierwszą w Europie szkołę przetrwania. Takie specjalistyczne wyprawy organizują najczęściej studenci, a oferują je nawet biura podróży. A PTTK?


Marsz na szczyt - 1956r.

W popularnej "TTG Poland" (Travel Trade Gazette nr 12.01) znalazłem artykuł na ten temat. Autorka Kamila Iwaszkiewicz napisała m.in.: Wyprawy, bliższe właściwej idei (tj. survivalu - przyp.aut.) organizowano już w latach pięćdziesiątych XX w. w komisjach turystyki górskiej Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego w Krakowie i w Warszawie. Były to tzw. obozy wędrowne turystyki kwalifikowanej (zwanej też wysoko kwalifikowaną) w Bieszczadach i w Beskidzie Niskim. Nie była to światowa skala trudności, ale dzikie tereny tych gór, chaszcze, rwące rzeki, błotniste bezdroża i odludzia wymagały znacznego wysiłku i pełnego ekwipunku, co najmniej po 20 kg na osobę. Dodajmy, że często natrafiało się na jadowite żmije. Trasy tych wypraw, później także młodzieży szkolnej, były specjalnie utrudniane terenowo m.in. marszem na przełaj z poszukiwaniem określonych celów, biwakowaniem "na dziko" oraz poprzez wykonanie zadań specjalnych...

Pragnę dodać trochę szczegółów z własnej praktyki. W latach 1953-1960 organizowałem i prowadziłem tego rodzaju grupy z ramienia Komisji Turystyki Górskiej w Oddziale Warszawskim (później Stołecznym PTTK) oraz ZG PTTK. Wędrówki trwały 2 tygodnie i odbywały się m.in. w ramach kursów dla kandydatów na przodowników GOT; zwano je "wyrypami". Później, w nieco ułatwionej wersji, odbywały się z grupami starszej młodzieży.

Gdzież jednak szukać w Polsce ekstremalnych warunków dla survivalowych wypraw? A jednak. Były przecież dzikie Bieszczady i nie tylko. W tamtych latach można było swobodnie (oprócz strefy granicznej) wędrować i rozbijać namioty. Omijało się więc z reguły znakowane szlaki, szło się przez bezdroża "na azymut", co na obszarach zdziczałych obszarów górskich wymagało nie lada wysiłku, znakomitej orientacji w terenie oraz wszechstronnej zaradności. Dźwigaliśmy ciężkie wówczas brezentowe namioty (spało się po trzy osoby), koce, swetry itp., a także znaczne zapasy żywności, gdyż na odludziu wyjątkowo można było ją zdobyć; zresztą żywienie we własnym zakresie należało do zadań tych wypraw. W programie były też osobne ćwiczenia "załóg namiotowych" w poszukiwaniu wyznaczonych celów i miejsc spotkania, a także gry terenowe z zakresu terenoznawstwa oraz elementów krajoznawczych.

Pamiętam pierwsze wyprawy w Bieszczady w 1953 i 1954 r., gdy burze, ulewy, mgły oraz przenikliwy chłód dawały się nam we znaki, wszystko było mokre i tylko można było marzyć o rozpaleniu ogniska. Brnęliśmy przez mokre, bujne zarośla, zwane "Wietnamem", a czasem przez łany pokrzyw. Koryta rwących potoków stanowiły często jedyną drogę, a przeprawa w bród przez mocno wezbrany San odbywała się na granicy ryzyka. Bywały też dni z tropikalnymi upałami, które doskwierały zwłaszcza na połoninach. Zawsze istniała groźba ukąszenia przez żmiję, co mogło się skończyć tragicznie. Zbliżone sytuacje zdarzały się na południowo-wschodnich terenach Beskidu Niskiego oraz na tzw. Zasaniu. Trzeba było nie lada motywacji oraz psychicznego zaparcia, aby wytrzymać tego rodzaju warunki. Nie raz dochodziło do zniechęcenia, chwilowych załamań fizycznych i psychicznych oraz reakcji nerwowych.

Po powrocie do miasta często słyszeliśmy opinie: a któż w pełni rozumu pcha się w takie sytuacje?! Ale na tym właśnie polega specyfika survivalu, nawet w krajowym, "łatwiejszym" wydaniu. Chodzi o umiejętność wędrówki i przetrwania w ekstremalnych warunkach, sprawdzenie siebie, rozładowanie stresów, przeżycie życiowej przygody. Niemałe znaczenie ma także satysfakcja z odkrywania nieznanych, urokliwych zakątków górskich oraz obcowania ze wspaniałą przyrodą.

Survivalowe wyprawy są w ostatnich latach coraz liczniejsze i z coraz wymyślniejszym programem. Organizuje się je m.in. w PTTK. Są też imprezy z elementami survivalu, w których uczestniczy młodzież oraz turyści z zagranicy. Od 1992 r. istnieje np. Suwalska Szkoła Przetrwania, urozmaicona m.in. różnymi grami, strzelectwem, ćwiczeniami wodnymi, przebywaniem przez tydzień w odosobnieniu prawie bez wyposażenia i bez żywności. Odbywają się też obozy kondycyjne z technikami survivalu, np. Kukle Spec, a także imprezy survivalowe organizowane przez Oddział PTTK w Białej Podlaskiej z programem szkolenia instruktorów w tej dziedzinie (patrz artykuł w "Gościńcu PTTK" nr 2/2002). Tego rodzaju działalność w naszym Towarzystwie będzie się niewątpliwie rozwijać.

Adam Czarnowski

Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Maria Janowicz (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk,
Redakcja zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji tekstów.
ORIENT