PTTK GOŚCINIEC PTTK
POLSKIEGO TOWARZYSTWA TURYSTYCZNO-KRAJOZNAWCZEGO
Kwartalnik
3 (7)/2002
ISSN 1642-0853

Fascynujący szlak kajakowy rzeki Uły położnej w granicach Dzukijskiego Parku Narodowego (110 km od przejścia granicznego polsko-litewskiego w Ogrodnikach)

Uła


Tradycją Oddziału PTTK w Augustowie jest coroczna organizacja spływów kajakowych w okresie Świąt Bożego Ciała. W tym roku już od 29 maja wyruszały grupy spływowe na rzekę Czarną Hańcze i Rospudę. Nasze Biuro Obsługi Ruchu Turystycznego "wysłało" na wodę ok.300 osób. Dodatkowo wzdłuż Hańczy wędrowało ok. 100 osób w Rajdzie Wigierskim, zorganizowanym przez Oddział PTTK w Suwałkach.

Ci kajakarze, którzy "przetarli" w tym roku szlak po nieużywanej części Kanału Augustowskiego do Niemna z przerażeniem słuchali informacji o tłoku na tych dwóch rzekach. Znowu zaowocowała współpraca z Augustowskim Towarzystem Kajakowym, a szczególnie z grupą kajakarzy z Biebrzańskiego Parku Narodowego, bo od nich padł projekt poszukania "cichszej" rzeczki. Ponieważ w którymś z numerów Jaćwieży Tomasz Krzywicki napisał o Ule, że jest rzeką z pogranicza baśni, na nią właśnie padł nasz wybór. I rzeczywiście nic nie przesadził.

Uła jest lewym dopływem rzeki Mereczanki wpadającej do Niemna i liczy sobie 50 km. W całości płynie w granicach Dzukijskiego Parku Narodowego, utworzonego głównie dla walorów krajobrazowych oraz ochrony unikalnej architektury wsi i stanowisk geologicznych.

Ponieważ na spływ przeznaczyliśmy tylko 2 dni, nie płyniemy od początku rzeki, a przygodę rozpoczynamy we wsi Żiurai. Starsi mieszkańcy są tu bardzo ciekawi, ponieważ po zadanym pytaniu nie otrzymuje się od nich odpowiedzi natychmiast, lecz dopiero po kilku minutach. W okresie tego czasu nie zwracają na pytającego żadnej uwagi, tak jakby w ogóle nie słyszeli.

Po zabraniu z Druskiennik przewodnika jedziemy do Merkine, aby wykupić wstęp do parku. Po rozpoczęciu rzecznej wędrówki jesteśmy zauroczeni widokami. Rzeka płynie w wysokich zalesionych brzegach z piaszczystymi urwiskami na zakolach. Ale od początku pokazuje też, że trzeba mieć do niej respekt. Za którymś kolejnym zakrętem przewężenie, ze spiętrzeniem wody na uskoku. Pierwsza wywrotka, ale szybko zapomina się "mokre" powitanie, bo widoki coraz ciekawsze. Od czasu do czasu na wysokich brzegach widać drewniane domostwa. Doskonałych miejsc na biwakowiska jest tutaj bardzo dużo. My nocujemy na prywatnym gruncie przy tzw. "daczy". Gospodarze bardzo serdeczni. Urządzili nam kąpiel w "bani". W odróżnieniu od naszych saun, jest to cały rytuał, który w jakimś zakresie może być porównywalny z zabiegiem leczniczym, po którym czujemy się jak nowonarodzeni. Spotkałem się z używaniem do takiej kąpieli brzozowych witek, ale dopiero tutaj dowiedziałem się, że absolutnie nie służą one do "biczowania" ciała, a do nadmuchiwania na ciało gorącego powietrza z jedno­czesnym strząsaniem z nich zimnych kropelek wody, które robią wraże­nie jakby w ciało wbijało się miliony igiełek. Oczywiście przy tym zanurzenie się w rzece i leżakowanie, które jest koniecznością. Śliczności!

Drugiego dnia płyniemy jeszcze kawałek Ułą. Na rzece pusto, ale żeby kajakowicze wiedzieli kto ma pierwszeństwo, ustawiono znaki podporządkowania. Nurt nie wydaje się szybki, ale czuje się że niesie. Chwila nieuwagi przy przeszkodzie i siedzi się w wodzie. Powalone nad rzeką drzewa służą miejscowym jako kładki.

Wpływamy w Mereczankę mając za sobą 16 km Uły. Jest ona dużo szersza i na niej już tak bardzo nie trzeba zwracać uwagi na przeszkody. W kilku miejscach nad rzeką rozciągnięte na linach mostki. Jednak ich wizualny stan techniczny nie zachęcał nikogo z nas, by po nich sobie przejść.

Po przepłynięciu ok. 4 km Mereczą nasz przewodnik Aleksander zaprowadził nas do dziwu natury. Jest to wulkaniczne pulsujące oczko. Ponieważ woda nie była w nim zbyt gorąca zanurzyłem w nim nogę. Uczucie niesamowite. Tak jakbym zanurzył ją w granulacie styropianowym zmieszanym z ostrym bazaltowym piachem. Podobno nie można w nim utonąć, bo wypycha do góry.

Zaczyna padać, więc ustalamy, że kończymy spływ. Lądujemy przy ujściu rz. Grudy do Mereczy na bardzo dobrym miejscu do załadunku, gdzie zgodnie ustalamy, że niedosyt wrażeń będzie motywacją do przyje­chania tu jeszcze raz.

Zbigniew Rutkowski

Wydawca: ZG PTTK, ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa
Adres redakcji: Zarząd Główny PTTK
ul. Senatorska 11, 00-075 Warszawa,
tel. 22 826-22-51, fax (22) 826-22-05,
e-mail: ageg@wp.pl
Kolegium redakcyjne: Andrzej Gordon (redaktor naczelny), Maria Janowicz (sekretarz redakcji), Łukasz Aranowski, Ryszard Kunce, Halina Mankiewicz, Cecylia Szpura, Bogusław Wdowczyk,
Redakcja zastrzega sobie prawo skracania i adiustacji tekstów.
Korekta: Renata Otolińska
ORIENT